Pokazywanie postów oznaczonych etykietą human rights. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą human rights. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lutego 2014

Ali Ismail Korkmaz



Kolejny odcinek sądowej farsy w wersji anatolijskiej. Dzisiaj odbyła się pierwsza rozprawa oskarżonych o pobicie i zamordowanie Ali Ismaila Korkmaza. Ali Ismail został brutalnie pobity w nocy z 2 na 3 czerwca 2013 podczas antyrządowych protestów. Po 40 dniach na oddziale intensywnej terapii zmarł. Od początku policja próbowała manipulować materiałem dowodowym, który nawet na kilka tygodni „zniknął”. Dzięki uporowi rodziny, adwokatów i uwadze tysięcy ludzi udało się doprowadzić do identyfikacji i zatrzymania podejrzanych. 

Oficjalnie ze względów bezpieczeństwa, a tak naprawdę żeby utrudnić dojazd zainteresowanym sprawę przeniesiono z właściwego dla niej sądu w Eskisehir do Kayseri. Tam też dzisiaj odbyła się pierwsza rozprawa. Przeniesienie jednak nie wystarczyło. Kilka ulic dookoła sądu zostało zamkniętych dla ruchu na czas trwania rozprawy, czyli do 5 lutego. Okolicy „strzeże” 2 tysiące policjantów, helikopter i armatki wodne. Na głównych drogach dojazdowych do Kayseri ustawiono policyjne check-pointy, na których sprawdzana jest tożsamość osób jadących w stronę Kayserii. W ten sposób zatrzymano autobusy z ludźmi, którzy chcieli uczestniczyć w rozprawie. Również przy wjeździe do miasta ustawione są posterunki policji, gdzie legitymowani są wjeżdżający do miasta. Innymi słowy w Kayseri wprowadzono stan wyjątkowy. 

W sądzie pojawiło się z 200 prawników, parlamentarzystów i przedstawicieli partii opozycyjnych. Nie zezwolono na udział natomiast rodzinom pozostałych chłopaków zamordowanych latem przez policję. 

Przebywających w areszcie Mevlüt Saldoğan, İsmail Koyuncu, Ramazan Koyuncu, Muhammet Vatansever oraz Ebubekir Harlar oskarżono o morderstwo z premedytacją i prokurator domaga się kary dożywocia, natomiast odpowiadających z wolnej stopy policjantów: Şaban Gökpınar, Hüseyin Engin i Yalçın Akbulut oskarżono o współudział w morderstwie i grozi im od 10 do 15 lat pozbawienia wolności. 

Część oskarżonych zapiera się, że na oczy w życiu nie widzieli Ali Ismaila. Jeden z policjantów przyznał, że go lekko kopnął żeby zmotywować chłopaka do podniesienia się z ziemi. Inny zaś słyszał jakieś przekleństwa ze strony Alego, ale miał go w ogóle nie tknąć. 

W czasie zeznań oskarżonych matka Alego trzymałą cały czas jego zdjęcie. Rozprawę przerwano, gdyż jeden z obecnych członków rodziny oskarżonych rzekomo miał przy sobie broń. Policja po przeszukaniu stwierdziła, że będący w aktywnej służbie policjant nie miał przy sobie broni. Co innego twierdzą prawnicy, którzy zaalarmowali ochronę na widok broni. 

W czasie rozprawy doszło też do kilku emocjonalnych komentarzy ze strony rodziny zamordowanego Alego. Jego matka zaskoczyła wszystkich gdy na komentarz „psy przyszły” obruszyła się i powiedziała, że nie należy tak ubliżać zwierzętom. 

Niestety mało kto ma nadzieję, że dojdzie do skazania oskarżonych. 





Tutaj „odnalezione” nagranie z pobicia Alego: http://webtv.radikal.com.tr/turkiye/4806/ali-ismaili-boyle-oldurmusler.aspx

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Wszyscy jesteśmy Ormianami

Znowu wpis o rocznicy i znowu krwawej. 19 stycznia 2007 zamordowany został ormiański dziennikarz i aktywista Hrant Dink. Nie był to ani wypadek ani przypadek. Była to egzekucja „zdrajcy narodu” wykonana przez strzał w plecy na ulicy przy siedzibie redakcji Agosu – jego dwujęzycznej gazety. Dink przez lata otrzymywał groźby, był też trzykrotnie sądzony za obrazę „tureckości” i raz skazany na poł roku za obrazę tejże właśnie. 

Dink miał bowiem czelność mówić o rzezi Ormian w 1915 nie jako o rzezi właśnie, jak wolą Turcy, ale jak o ludobójstwie. A tego publicznie powiedzieć nie wolno. Niepublicznie też raczej nie. A za odwagę mówienia idzie się do więzienia jako zdrajca. Celem Dinka było nie tyle wkurzanie Turków, co nawiązanie dialogu i próba rozliczenia się z przeszłością. Jego pismo, Agos, pierwsze dwujęzyczne (wcześniej istniały pisma tylko po ormiańsku) pismo adresowane było/jest zarówno do mniejszości ormiańskiej w Turcji, do diaspory i mieszkańców Armenii, ale także do Turków. 

Dinkowi wielokrotnie grożono. Policja w Trabzonie, skąd pochodzi zabójca, wiedziała o planowanym zamachu. Nie zrobiono jednak nic żeby powstrzymać zamachowca. Policja miała wiedzieć o zamachu, ponieważ jeden z oskarżonych o przygotowanie zabójstwa miał być policyjnym informatorem – oficjalnie tego nie potwierdzono o ile mi wiadomo. 

Już następnego dnia po zamachu, 17-sto letni Ogün Samast był w areszcie, gdzie aresztujący go policjanci pozowali z nim do zdjęcia na tle tureckiej flagi. Żeby nie było złudzeń: Samast został ujęty jako bohater, nie zamachowiec. Bohater, bo przecież Hrant był zdrajcą. 

W czasie przesłuchania Samast od razu przyznał się do zabójstwa. Zeznał też, że działał sam. W związku z takim oświadczeniem, zatrzymanych w tej sprawie innych podejrzanych o współudział Yasina Hayala i Erhana Tuncela zwolniono. 

Rodzina Dinka domagała się śledztwa i dotarcia do osób, które pomogły Samastowi. Ich zdaniem chłopak nie mógł sam tego zorganizować. 17-sto letni Samast, który nie skończył nawet szkoły w zaskakująco łatwy sposób odnalazł siedzibę gazety po tym, gdy podając się za studenta z Ankary Dink odmówił spotkania z nim. Wujek zabójcy też wyraził wątpliwości co do jego samodzielności. Początkowo sąd uznał, że Samast działał sam i skazał go na 22 lata pozbawienia wolności. 

Dopiero w maju 2013 roku prawnikom rodziny Hranta udało się doprowadzić do skazania Yasina Hayala na dożywocie za zorganizowanie zamachu. Dostał też dodatkowy rok za groźby pod adresem noblisty Orhana Pamuka. To zresztą nie jedyne jego kryminalne osiągniecia: brał też udział w zamachu bombowym na McDonald’sa w Trabzonie oraz na misjonarza. 

Ersin Yolcu i Ahmet İskender zostali skazani na 12 lat za współudział. Erhan Tuncel z kolei został wówczas zwolniony, ale ponownie zatrzymany w październiku oraz styczniu br. 

Po tylu latach udało się wreszcie ukarać ludzi bezpośrednio związanych z zamachem. Pozostaje jednak wiele pytań i wątpliwości. Nadal bowiem nie pociągnięto do odpowiedzialności komendanta policji w Trabzonie, który mógł, jeśliby chciał, zapobiec zamachowi. Wręcz przeciwnie, doczekał się szybkiego awansu. 

Fuat Turgut, adwokat Hayala był z kolei zamieszany w spisek znany pod kryptonimem „Ergenekon”, miał też powiązania z ultra-nacjonalistyczną Wielką Partią Jedności. Wydaje się więc ewidentne, że ta sprawa ma jeszcze drugie dno i prawdziwi mocodawcy nie zostali jeszcze odkryci. I pewnie nigdy nie będą przy obecnym stanie rządów prawa w Turcji. 

Wczoraj popołudniu ulicami Stambułu przeszły dziesiątki tysięcy ludzi chcących upamiętnić Hranta i domagających się sprawiedliwości. Skandowano m.in. „Wszyscy jesteśmy Hrantem, wszyscy jesteśmy Ormianami”. Morderstwo Hranta nie jest jednak wyjątkiem i nie tylko o sprawiedliwość dla niego wczoraj wołano. W rocznicę rozpoczęcia ludobójstwa Ormian 24 kwietnia 2011 od kuli kolegi zginął poborowy ormiańskiego pochodzenia Sevag Balıkçı. I tak jak sąd nie brał pod uwagę nacjonalistycznych motywacji Samasta, tak w przypadku zabójstwa Sevaga sąd uznał, że to był wypadek. Dziwny to wypadek, gdy w taki dzień ginie Ormianin. Nie powinno to jednak dziwić w kraju, gdzie premierowi zdarzyło się powiedzieć „za przeproszeniem Ormianin”. Tak, bycie Ormianinem w Turcji to bycie czymś gorszym, bo nawet nie kimś gorszym. 

Żeby nikt nie zapomniał gdzie jest miejsce Ormian w Turcji strona Agosu została wczoraj shakowana. Pojawił się portret Ataturka ze sztandarowym cytatem "Jakże jestem szczęśliwy będąc Turkiem". Zacytowano też słowa Hranta, za które został skazany i dpisano: "Nie zapomnieliśmy tych słów (chodzi o cytat Hranta) i nie pozwolimy ich zapomnieć! Nawet gdy na świecie zostanie jeden Turek, będziemy na waszym tropie. Nie zapominajcie o tym! To sprawa Ojczyzny!"

To nie koniec rocznicowych niespodzianek. Wczoraj policjanci stojący tuż przy siedzibie Agosu, gdzie znajduje się tablica upamiętniająca Hranta Dinka, mieli na głowach białe czapki. Przy temperaturze 18 stopni. Białą czapkę nosił morderca Dinka…

Galeria zdjęć z wczorajszego marszu: 
http://www.radikal.com.tr/fotogaleri/turkiye/7_yil_oldu_hala_adalet_bekliyoruz_hrant_dink-1171537-2

sobota, 28 grudnia 2013

Dwa lata od masakry w Uludere

28 grudnia 2011 w nocy tureckie siły powietrzne zbombardowały grupę przemytników zabijając 34 osoby w tym kilkoro dzieci (10-11 lat).

Według oficjalnej wersji był to wypadek, bo celem mieli być partyzanci PKK. Władze poniekąd oskarżały zabitych o bombardowanie, bo przecież nie musieli nielegalnie przekraczać granicy. Warto zaznaczyć, że nie byli to przemytnicy broni czy narkotyków - przerzucali przez granicę cukier i ropę. Oba produkty są drogie w Turcji (benzyna i ropa w Turcji należą do najdroższych na świecie), więc najzwyczajniej przerzucali rzeczy, które łatwo można spieniężyć lub wykorzystać do ogrzewania domów zimą. 

Winnych nie ma do tej pory. Śledzwa (rzetelnego) też nie. Są tylko rodziny i tysiące wściekłych ludzi regularnie się zbierających i regularnie atakowanych przez policję. 

Żołnierze izraelscy atakujący Mavi Marmara to przestępcy. Tureckie Siły Zbrojne bombardujące nastoletnich cywili po prostu popełniają błędy. 

Krótki dokument nt. masakry. Występuje też jeden z ocalałych. Ostrzegam – jest kilka bardzo drastycznych ujęć spalonych zwłok. https://www.youtube.com/watch?v=kNbV6GGa4kI#t=284

piątek, 20 grudnia 2013

Powrót do życia


Nie mając jeszcze pomysłu jak opisać bieżącą aferę korupcyjną, która jest kolejną odsłoną sygnalizowanego już wcześniej rozejścia się między ruchem Fetulaha Gulena a AKP, wrócę do wydarzeń z grudnia 2000 roku…

Od połowy lat 90-tych trwał dość silny ruch oporu wobec więzień typu „F”. Są to pojedyncze cele, w których zamknięci są głównie więźniowie polityczni. Kontakt z innymi więźniami ograniczony jest do minimum, a w wielu przypadkach całkowicie zabroniony. Prawo do wizyty przysługuje dwa razy w miesiącu, podobnie rozmowa telefoniczna. Teoretycznie w wyniku akcji protestacyjnych i głodówek, o których więcej za chwilę, więźniowie mają prawo spędzić kilka godzin tygodniowo w większej grupie, ale jest to raczej przywilej niż prawo, więc często spędzają miesiące w zupełnej izolacji. Jeżeli chodzi o sanitarno-lokalowe warunki, to nawet Europejski Komitet Przeciwdziałania Torturom wyraził się pochlebnie o tych więzieniach. Izolacja natomiast, zdaniem wielu organizacji monitorujących przestrzeganie praw człowieka m.in. Amnesty International czy Human Rights Watch, jest formą nieludzkiego traktowania.

Pierwsze akcje protestacyjne i strajki głodowe zaczęły się w połowie lat 90-tych. W 1996 roku 12 więźniów zmarło na skutek strajku głodowego – protestowali przeciwko przeniesieniu z cel zbiorowych do nowo otwartych cel typu „F”. Podobnie, 20 października 2000 roku 865 więźniów podjęło strajk głodowy zapowiadając, że są gotowi na śmierć głodową. Byli to więźniowie polityczni, lewacy. Domagali się przede wszystkim zlikwidowania więzień typu „F”, ale także pomocy lekarskiej i finansowej dla osób z nieodwracalnymi stratami na zdrowiu w wyniku strajków głodowych w 1996, odwołania ministrów i oficerów odpowiedzialnych za wcześniejsze akcje pacyfikacyjne w więzieniach, w wyniku których kilkadziesiąt osób straciło życie lub zdrowie.

19 grudnia 2000r. w nocy wojsko i żandarmeria wkroczyły do 20 więzień w ramach akcji pacyfikacyjnej pod kryptonimem „Powrót do życia”. W wyniku ataków, w których użyto miotaczy ognia, granatów, ostrej amunicji i bardzo dużej ilości gazu, zginęło 30 więźniów. W wielu więzieniach wybuchły pożary. W Bayrampaşa kobietom uciekającym od ognia podawano koce nasączone fosforem. Mnóstwo osób odniosło ciężkie obrażenia.

Władze i media podawały, że więźniowie stawiali opór i mieli nawet strzelać z karabinów maszynowych, które rzekomo pochowane w celach. Mieli też podpalać własne cele, w których byli zamknięci.

20 grudnia przetransportowano do więzień typu „F” 490 osób. Oczywiście nie obeszło się bez tortur, w tym gwałtów zarówno na kobietach i mężczyznach. Kilkunastu więźniów złożyło skargi do prokuratury. 3 stycznia 2001 ministerstwo sprawiedliwości otwarcie podało liczby więźniów, którzy zaczęli kolejny protest: w 41 więzieniach 1118 osób było na strajku głodowym, lub śmiertelnym. Do końca kwietnia 2001 23 osoby zmarły na skutek śmierci głodowej, z czego 4 osoby na wolności.

Postępowanie prokuratorskie wobec nadużywających przemocy żołnierzy trwa. 13 lat. I nie zbliża się ku końcowi.

Więzienia typu „F” mają się dobrze i są w większości zamieszkane przez więźniów politycznych. Wprawdzie powinni tam też trafiać najgroźniejsi przestępcy, jednak trafiają tam głównie działacze lewicowi oskarżeni o członkostwo w organizacji terrorystycznej.

Operacja „Powrót do życia” była niemalże transmitowana na żywo, nie przebiła się jednak to szerszej świadomości społecznej. O faktycznym podłożu strajków wiedzą nieliczni, którzy mają w zwyczaju czytać nie mainstreamowi media. Pozostali nadal wierzą, że więźniowie jakimś cudem atakowali żołnierzy ostrzałem z karabinów maszynowych.

Co więcej, operacja jest też kolejnym przykładem absolutnej bezkarności państwa wobec obywateli, którzy nie mieszczą się w ramach uznawalnej wspólnoty. Państwo toczy otwartą wojnę z organizacjami lewicowymi i nie szczędzi ani środków ani wysiłków. Po raz kolejny widać, że wymiar sprawiedliwości służy tylko „zatwierdzonym” grupom społecznym o niekontrowersyjnych poglądach politycznych.


Wczoraj natomiast policja zaatakowała grupkę osób, które chciały oświadczeniem prasowym upamiętnić wydarzenia z 2000 roku.



Szczegółowe info nt. operacji znajduje się w raporcie HYD (Helsinki Yurttaşlar Derneği) http://www.hyd.org.tr/?pid=304#

Dobrą ilustracją tematu są też filmy: „Simurg” i „F-tipi”. Simurg opowiada historię kilku więźniów, którzy przeżyli strajki głodowe lat 90-tych i teraz borykają się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Z kolei „F-tipi” pokazuje losy kilku osób odizolowanych w jednoosobowych celach.

czwartek, 12 grudnia 2013

Yüksekova: postscriptum



Policja zaatakowała kilka tysięcy ludzi zgromadzonych  na pogrzeb zmarłych Mehmet Reşita İşbilir i Veysela İşbilir. Ranny w głowę Bemal Tokçu zmarł wczoraj w szpitalu. Oczywiście to też terrorysta. 

Są też wyniki sekcji zwłok: w ciele Reşita znaleziono 6 kul a u Veysela 2. Czyli nie był to "wypadek", bo 6 kul nie trafia kogoś ot tak, po prostu. Zresztą władze nawet nie tłumaczą tego jako "wypadek". Zginęli terroryści, więc nie ma potrzeby dalszych wyjaśnień. 

Przez kilka dni w kilkunastu miastach trwały protesty, bo jak zwykle w takiej sytuacji nie ma dochodzenia i prokuratura nawet nie próbuje szukać odpowiedzialnych za śmierć demonstrantów. 

W Karsie aresztowano 11 studentów, których część została oskarżona o "propagandę w imieniu organizacji" a część o "członkostwo w organizacji" oczywiście terrorystycznej. A protestowali przeciwko akcji policji w Yüksekovej.

A porwani żołnierze zostali oddani cali i zdrowi w ręce BDP.

niedziela, 27 października 2013

Szaleństwo z rozmachem

Dzisiaj notka z konferencji zorganizowanej przez Yeşil Düşünce Derneği (YDD) czyli Stowarzyszenie Zielonej Myśli oraz Green Institute Greece. 

Tematem były „szalone projekty” czyli miejskie mega-projekty. Miałam możliwość wziąć udział tylko w panelach dotyczących Turcji, w tym prezentacji nt. mojego „ulubionego” projektu czyli Kanału Istanbul. 

Już w 2011 premier ogłosił swój szalony projekt – niech nikt nie posądza mnie o złośliwość – aczkolwiek od niej nie stronię – projekt jest szalony także po turecku, ma to bowiem opisywać jego wielkość i rozmach. Turcy lubią ten przymiotnik i wbrew pozorom dla wielu nie ma negatywnych konotacji…Dla mnie to szaleństwo nie ma nic wspólnego z rozmachem, ale raczej odnosi się do katastrofy ekologiczno-społecznej, jaką ten projekt wywoła jeżeli dojdzie do jego realizacji. Niestety wszystko wskazuje na to, że prace nad budową zaczną się już wiosną. 

Wydawałoby się, że tak wielki projekt nie może powstać bez konsultacji oceanologów czy też geologów. O dziwo powstał. Eksperci są notorycznie ignorowani. Na salony rządowe najwyraźniej wstęp mają tylko delegaci sektora budowlanego, który już zaciera ręce na nie bagatelną kwotę min.20 mld. lir. Nie wspominając już o dostawcach wody czy usług komunalnych – zasoby wody pitnej zostaną unicestwione w Stambule dzięki kanałowi i trzeciemu lotnisku, więc w niedalekiej przyszłości woda będzie prawdziwą żyłą złota.

Oceanologiem nie jestem, więc mniej więcej tylko streszczę, co udało mi się zrozumieć z dzisiejszej prezentacji prof. Cemala Saydama.

Otóż zarówno morze Marmara jak i Czarne jeszcze 12 tys. lat temu były jeziorami dzięki czemu stanowią ciekawy przypadek. Ponoć amerykańscy naukowcy, gdy wymyślą jakąś nową technologiczną zabawkę wodną wysyłają ją tureckim kolegom na test – jak zabawka przeżyje w Bosforze, to już nic jej w żadnym innym basenie wodnym nie grozi. 

Morze Śródziemne jest słone i nie ma w nim za dużo życia, tymczasem Morze Czarne jest mniej zasolone, pełne różnych składników odżywczych i tym samym obfituje w życie tj. np. ryby. Morze Marmara jest mieszanką obu. 25m wody na powierzchni M.Marmara to woda z M.Czarnego a poniżej ze Śródziemnego. Na dnie nie ma tlenu a na powierzchni jest. M. czarne jest powyżej Marmary, więc woda przez Bosfor wpada b.szybko co powodować ma częstą wymianę wód – dlatego też ścieki wpadające do M.Marmara jeszcze go całkiem nie zatruły. 

Jeżeli powstanie kanał, to:

Dla M.Czarnego będzie to coś na zasadzie matematycznego zadania dla dzieci z podstawówki; M.Czarne ma trzy główne dopływy z rzek i jedno ujście. Wraz z kanałem będą dwa ujścia, więc poziom wody się obniży, ale zostanie zasilony wodą z M.Śródziemnego co zmieni zasolenie. 

Z kolei skutki dla M.Marmara wyglądać mają następująco:

W ciągu pierwszej dekady po otwarciu kanału wpłynie mnóstwo składników odżywczych, więc ryb przybędzie. Jednak już w drugiej dekadzie poziom tlenu będzie bliski zeru lub go nie będzie. Ryb też raczej już nie będzie. W trzeciej dekadzie w wyniku już zupełnie dla mnie niezrozumiałych reakcji dojdzie do produkcji siarkowodoru. Tym samym Stambuł będzie śmierdzącym megalopolis wraz z każdym wiatrem od południa. Ryby nie lubią kwasu, więc znikną w trzeciej dekadzie. Całkiem. A za jakiś tysiąc lat jeden kanał może doprowadzić do kompletnej dewastacji całego M. Śródziemnego. 

Szaleństwo? Głupota? Arogancja? Nazwijmy to jak chcemy…

Oprócz wymiaru środowiskowego –dla mnie najważniejszego- jest jeszcze kwestia społeczna i geopolityczna. Wraz z kanałem ceny ziemi już teraz z 50 TL/m.kw. wzrosły do 200 TL/m.kw. we wsiach i zadupiach przez które przejdzie kanał. Większe skupiska ludzkie, które stoją na drodze ku "nowoczesności"[1] zostaną przesiedlone i zburzone. Już teraz, w ramach przygotowań na wypadek trzęsienia ziemi, podjęto decyzję o zrównaniu z ziemią kilku dzielnic. Co się stanie z ludźmi? Nikt nie wie. Ale skoro meczet nie stanie na drodze ku cywilizacji to tym bardziej jacyś ludzie mieszkający na obrzeżach miasta. Jeżeli już o wkładce mięsnej do projektów budowlanych mowa, to geolodzy ponoć złapali się za głowę, jak usłyszeli o kanale. Aktywny sejsmicznie Stambuł ze swoim Manhattanem będzie śmiertelną pułapką na wypadek trzęsienia ziemi. A jest ono nieuniknione. 

Z perspektywy geopolitycznej sprawa też jest ciekawa. Zgodnie z Konwencją z Montreux z 1936 roku istnieje ograniczenie dla przepływu statków wojennych innych państw niż czarnomorskie. Wraz z kanałem na M.Czarne dostęp mogłaby mieć np. amerykańska flota. 

Nie da się zaprzeczyć, że argument ekologiczny, jakiego premier używa dla legitymizacji kanału nie jest wyssany z palca – przy takim ruchu tankowców i innych statków jak obecnie, jakikolwiek wypadek morski grozi katastrofą ekologiczną. Nie rozumiem jednak jak można próbować zapobiec jednej katastrofie tworząc samemu jeszcze większą. 


I jeszcze kilka statystycznych smaczków odnoście trzeciego lotniska i trzeciego mostu.

  • Gdy powstał pierwszy most na Bosforze w ciągu roku ruch samochodów przez cieśninę wzrósł 200% podczas gdy liczba osób przekraczających Bosfor tylko o 4%. Gdy powstał drugi most ruch samochodowy wzrósł o 1180% a podróżnych o 117%. Czyli mosty zamiast rozładowywać korki, tworzą nowe, bo samochodów przybywa. 
  • Obecnie dziennie 1,5 mln. osób przekracza Bosfor. Na każdy samochód wjeżdżający na most przypada 1,2 pasażera. W Stambule komunikacja miejska odpowiada za 12% transportu mieszkańców…
  • Budowa mostu i dróg dojazdowych na lotnisko zlikwiduje lasy na północy miasta. Już teraz na jednego mieszkańca Stambułu przypada 1,7 m.kw. Według WHO absolutne minimum to 10 m.kw./os. W Europie to 25-30m.kw/os. 
  • Tylko żeby wybetonować drogi pod siekierę pójdzie 2,5mln drzew. Wraz z drzewami znikną lasy, w których zatrzymuje się mnóstwo gatunków ptaków wędrownych. Zniknie bardzo delikatny i ważny ekosystem dla ptactwa Europy i Afryki. 
  • Najsilniejsze wiatry w Stambule wieją od M.Czarnego. Bez drzew będzie wiało bardziej. Na dodatek trzecie lotnisko będzie właściwie nad samym morzem. Rocznie w tym rejonie 170 jest burzowych, zachmurzenie jest większe niż gdzie indziej w mieście. Mgły ponoć też lubią ten teren najbardziej. Genialne miejsce na największe lotnisko świata, prawda? Premier obiecuje, że będzie widoczne z kosmosu. 
Wszystkie te projekty mają też ważny wymiar ekonomoczny gdyż jest to sposób na tworzenie wzrostu gospodarczego, gdy go tak naprawdę nie ma. Sektor budowlany rośnie jak na drożdżach wraz z liczbą tureckich bilionerów. Gdy jednak popatrzymy na rozwarstwienie społeczne wyraźnie zobaczymy kolejny koszt tych projektów - rosnącą grupę zubożałych robotników, którzy w warunkach zagrożenia życia budują "nowoczesność" i wypracowują tzw. wzrost gospodarczy. Prawda jest taka, że HDI drgnął od 1980 niewiele więcej niż światowa średnia. PKB nawet per capita może sobie w takim razie rosnąć ile chce, ale dopóki nie przekłada się to na jakość życia, to po co komu taki "wzrost"? W rankingu HDI Turcja jest na miejscu 90tym a taka Bułgaria o znacznie niższym dochodzie per capita na 57...

I już na koniec – 29 października ma być uroczyste otwarcie Marmaray – podwodnej kolejki łączącej historyczny Stambuł z Anatolią. Problem polega na tym, że prace nie zostały całkiem skończone i zdaniem inżynierów i architektów obecny stan Marmaray stanowi zagrożenie dla podróżnych. Pomijając zresztą ten „drobiazg” pomysł budowy podwodnego kanału wzdłuż wybrzeża ponoć z perspektywy geologów był co najmniej niefortunny z racji aktywności sejsmicznej Stambułu. 






[1] Tutaj odnoszę się do wypowiedzi premiera z bodajże wtorku, gdy porównał drogę do cywilizacji. Dosłownie powiedział „droga to cywilizacja”. Zapewnił też, że na drodze nie stanie u nawet meczet i jeżeli trzeba będzie to zburzą nawet stary meczet żeby zrobić miejsca dla drogi, bo toż cywilizacja. Ciekawe, że po raz pierwszy za mojej kadencji nad Bosforem pro-rządowe gadzinówki nie zacytowały premiera na okoliczność obietnicy wyburzania meczetów. 

czwartek, 24 października 2013

Wan 2.0

23 października 2011 trzęsienie ziemi w Wan[1] o sile 7,2 w skali Richtera zmiotło z powierzchni ziemi ok. 6 tys domów grzebiąc w gruzach 644 osoby i raniąc ponad 4 tys. Gdy spod gruzów wydobyto już wszystkie ciała okazało się, że dziesiątki tysięcy ludzi nie może wrócić do domów bo albo się zupełnie zawaliły albo nie nadawały do zamieszkania. W kontenerowych obozach, których było 34, zamieszkało 175 tys. ludzi.

Dzisiaj w Wan i okolicznych miasteczkach ci, którzy przeżyli prowadzą strajk głodowy. Kolejne obozy przejściowe dołączają do strajku. Dla strajkujących z Wan dzisiaj zaczął się 54-ty dzień głodówki (strajk rozpoczął się 28 sierpnia). To już śmiertelna faza głodówki. Zaczęły się nieodwracalne zmiany w organizmach strajkujących. Nawet jeżeli natychmiast przerwą strajk najprawdopodobniej mogą już nigdy nie wrócić do zdrowia. 

Moim zdaniem wszystko zaczęło się już 23 października 2011. Władze przez pierwsze dni po trzęsieniu odmówiły pomocy międzynarodowej. Z wyj. ekip z Azerbejdżanu i Iranu, które jeszcze w nocy 23go spontanicznie dotarły na miejsce tragedii, innym podziękowano. Buta z jaką władze zapewniały, ze wszystko jest pod kontrolą była niewiarygodna. Podejrzewam, że nie śpieszno im było wyciągać ludzi spod gruzów, bo szczęśliwie się złożyło, że byli to w większości kurdyjscy biedacy. Po kilku dniach, gdy wyciągano już raczej zwłoki zachodnie ekipy zostały wpuszczone do Turcji. Ruszyła kampania zbierania pomocy itd. 

Według danych gubernatora w kontenerach nadal mieszka 255 rodzin i ok. 14 tys. osób nadal w różnoraki sposób ma problemy mieszkaniowe. Bez rozwiązania tego problemu mieszkańcy kontenerowych obozów nie chcą się wyprowadzać. Na ich decyzje o pozostaniu na pewno nie wpływają jakieś komfortowe warunki: 8-10cio osobowe rodziny gnieżdżą się w kontenerze o powierzchni 20-25 m kw. Nie ma możliwości nawet przygotować jedzenia w higienicznych warunkach. Dzieci notorycznie lądują w szpitalu z powodu różnych chorób.

Tymczasem latem tego roku w kilku obozach, w których generalnie zostali ci najbiedniejsi, odcięto prąd i wodę. Z powodu braku adresu mnóstwo dzieci nie mogło pójść do szkoły. Władze są bowiem zdecydowane zlikwidować obozy. Mieszkańcy natomiast, nie mając gdzie iść i w obliczu braku jakiejkolwiek faktycznej pomocy ze strony państwa, chcą zostać w kontenerach. W Wan 150 rodzin znalazło się w takiej sytuacji, z tego ok.10 osób strajkuje a raczej powoli umiera. W tym tygodniu kolejne przejściowe miasteczko przygotowuje się do strajku. Ich też pozbawiono wody i prądu. A zimy w Wan bez prądu lub jakiegokolwiek ogrzewania nie da się przeżyć.

Władze twierdzą, że to maruderzy, których sytuacja finansowa jest doskonała. Ponoć nawet mają jeepy z napędem na 4ry koła. Skoro tak, to dlaczego nie chcą się wyprowadzić z baraków, w których chorują i marzną? Może to w takim razie sport ekstremalny dla bogatych? 

Teoretycznie gubernator obiecał przez 6 miesięcy pokrywać koszty wynajmu mieszkań od TOKI. A co potem? Nie wiadomo. Strajkujący domagają się stałego rozwiązania. Nie chcą wprowadzać się do mieszkań, z których najprawdopodobniej za pół roku zostaną wyrzuceni, bo nie będą w stanie płacić czynszu lub co gorsza kredytu. W międzyczasie dzięki intensywnej "odbudowie" Wan koszty wynajmu znacznie podrożały. Jednocześnie bezrobocie dotyczy większości rodzin.

Strajkujący uważają też, że to państwo ponosi odpowiedzialność za ich tragedię, bo nikt nie kontrolował jakości konstrukcji domów, w których mieszkali przed trzęsieniem ziemi. Mimo od wieków doświadczanej sejsmicznej aktywności regionu nie było żadnego nadzoru nad jakością budynków. W związku z tym państwo, zdaniem strajkujących, ponosi znaczną odpowiedzialność za ich obecną sytuację. Według badań przeprowadzonych tuż po trzęsieniu 72 242 budynki, biura itp. były zniszczone w znacznym stopniu lub się zawaliły. Przebadano w sumie 147 675 domów, biur itd. 

Stąd rozżalenie, że zamiast faktycznie im pomóc wyrzuca się ich na bruk. Oczywiście po publiczny ogólnokrajowym odtrąbieniu pełnego sukcesu w odbudowie Wan. Oczywiście też większość Turków nigdy nie wybierze się do zapyziałego Wan zobaczyć jak „odbudowa” wygląda w praktyce. 

Tutaj link do reportażu z obozów. Wprawdzie po turecku, ale daje obraz warunków mieszkaniowych. http://www.youtube.com/watch?v=SldM3R6E2m4



[1] Przyjęłam kurdyjską pisownię, po turecku Van.

środa, 9 października 2013

Zaawansowana demokracja w paczce



Panie, Panowie oto lekcja zaawansowanej demokracji.


W ubiegłym tygodniu, bodajże 30 wrześnie jaśnie panujący R.T.E. ogłosił długo oczekiwany „pakiet demokratyczny”. Niestety paczka okazała si ę pusta (gra słów z tureckiego, bo paczka i pakiet to jedno słowo ).


Po pierwsze sam fakt, że premier z doradcami za zamkniętymi drzwiami od miesięcy pracował nad owym pakietem reform rzekomo demokratycznych wiele mówi o demokratyczności zmian. Pakietu zresztą by nie było gdyby nie negocjacje z BDP i Apo (Abdullah Öcalan – przywódca PKK ( Partiya Karkerên Kurdistan – Partia Pracujących Kurdystanu)– kurdyjskiej organizacji walczącej w zależności od okresu o samostanowienie narodowe czy też autonomię lub/i prawa kulturowe i polityczne), którzy postawili taki warunek.


Tym samym rząd wedle własnego uznania przygotował zestaw reform – zdaniem Egemena Bağışa (minister ds. integracji z UE. Mistrz słowa. Polecam uwadze jego list do Parlamentu Europejskiego w sprawie protestów w czerwcu: http://www.abgs.gov.tr/index.php?p=49004&l=2) jest to najbardziej rozbudowany pakiet reform w ostatnich dekadach. I żadne państwo się na taki demokratyzujący wysiłek się nie zdobyło w znanej mu historii. Nic też dziwnego, bo przecież w Turcji mamy „zaawansowaną demokrację”. Tak, tak, kilkanaście miesięcy temu Premier ogłosił, że w Turcji osiągnięto zaawansowaną demokrację i wszystko jest już sielankowo. Ale sielanki nigdy dość, władza jest odpowiedzialna i przede wszystkim demokratyczna, więc postanowiła oktrojować więcej demokracji. Będzie jeszcze bardziej zaawansowana.


1.Języki mniejszości

Do tej pory, zgodnie z traktatem lozańskim za mniejszości w Turcji uznawani byli tylko chrześcijanie. Też nie wszyscy, bo Syriaków to nie dotyczyło (bardzo ciekawa grupa – jeden z najstarszych kościołów chrześcijańskich. Oderwali się od Rzymu w V wieku na tle sporów podczas jakiegoś soboru – nie jestem biegłą w kwestiach teologicznych. Grunt, że przetrwali mimo, że bardzo ucierpieli w czasie ludobójstwa Ormian – często byli wypędzani razem z ormiańskimi sąsiadami. Potem w l.90-tych gdy Kurdowie walczyli z armią turecką ich wioski były polem bitwy, więc znów dostali w kość. Obecnie większość chyba mieszka zagranicą).

Kurdowie, Czerkiesi, Tatatarzy, Lazowie i jeszcze kilkanaście grup etnicznych nie miało co liczyć na uznanie swoich praw kulturowych. Kurdowie, jako najliczniejsi (upraszczając) od dekad domagali się uznania kurdyjskiego za drugi język oficjalny. Wraz z wybuchem konfliktu w l.80-tych kurdyjski był zakazany i oficjalnie uznany za dialekt tureckiego (kilku Turków, których znam nadal tak twierdzi. A jak ich pytam, czy są w stanie coś zrozumieć z rozbrajającą szczerością mówią, że nie. Otóż kurdyjski należy do indoeuropejskiej grupy językowej, więc bliżej mu do polskiego niż tureckiego. Tym samym nie może być mowy, że to jakiś zawiły dialekt tureckiego). W okolicach 2008/9 złagodzono politykę wobec kurdyjskiego – można było go używać publicznie, zaczęły powstawać filmy. Turecka telewizja państwowa – TRT, uruchomiła kanał po kurdyjsku. TRT6 stał się oczywiście tubą propagandową rządu adresowaną do Kurdów. Żeby nie było nieporozumień: kurdyjskie, nie-pro-rządowe portale informacyjne bez zmian są blokowane w Turcji.

Po kilku latach zezwolono na kurdyjski jako zajęcia dodatkowe w szkole. W tym roku akademickim miał ruszyć pierwszy uniwersytet z kurdyjskim, jako przedmiotem studiów.

Mimo tych zmian, kurdyjski nadal nie jest de facto uznawany za język równoprawny z tureckim. Np. mimo wielu protestów, strajków – nawet głodowych – nie uznano prawa do posługiwania się kurdyjskim podczas postępowania sądowego. Wielu kurdyjskich działaczy politycznych odmawia mówienia po turecku w sądzie.

Wspaniały pakiet demokratyczny łaskawie zezwala na prowadzenie kampanii politycznych w innych językach niż turecki i zezwala też na otwarcie prywatnych szkół z kurdyjskim. Żart? Nie, niestety nie. Jako Prorok Neoliberalizmu Premier uznał, że prywatne szkoły rozwiążą problem. Nie trzeba wprowadzać żadnych zmian, broń boże uznać czyichkolwiek praw kulturowych. Jak mają pieniądze niech sobie uczą się tego barbarzyńskiego języka – tak należy rozumieć wspaniałomyślny gest rządu. I całe dyskusje o równouprawnieniu, niedyskryminacji, roli państwa w promowaniu dwujęzyczności itd. poszły w las. Pomijając już to, że to farsa, a nie „demokracja” trzeba też pamiętać, że Kurdowie nie należą do finansowej elity kraju czyli prywatnych szkół kurdyjskich szybko nie zobaczymy. Ale nawet jeśli, to co się stało z prawem do państwowej edukacji gwarantowanym konstytucyjnie?

Ach, zapomniałabym – zalegalizowano litery „w,x,q” – tak, tak, te litery były nielegalne, bo pochodziły z kurdyjskiego. Zawsze mnie to też bawiło, bo moje tureckie papiery od lat zawierały nielegalną literę. Ale to było najwidoczniej polskie „w” a nie kurdyjskie….

Najzabawniejsze, że pomimo iż ta „reforma” jest co najmniej kulawa doprowadziła do czkawki nacjonalistów z MHP (Partia Ruchu Narodowego), którzy upatrują się w tym próby podzielenia kraju.


2. Próg wyborczy

W Turcji obowiązuje wysoki próg wyborczy – 10%. To, w połączeniu ze sposobem przeliczana głosów, który faworyzuje zwycięzców, sprawia, że scena polityczna jest do znudzenia stabilna – taki był cel progu. Kurdowie też nie mają dzięki temu za wiele do powiedzenia – to też jeden z powodów dla tak wysokiego progu.

W ramach pakietu premier wyraził gotowość do negocjacji tej kwestii i obniżenia do 3 lub 5% lub wprowadzenia okręgów jednomandatowych. Opozycja przyjęła tą propozycję bardzo entuzjastycznie.


3. Dyskryminacja

Kodeks karny ma zostać uzupełniony o paragraf zakazujący dyskryminacji ze względu na „styl życia”. Cokolwiek to znaczy. Mowy nienawiści chyba nie planują kryminalizować.


4. Chusty

Do tej pory chusty teoretycznie zakazane były we wszystkich miejscach publicznych. Nominowani przez AKP rektorzy przymykali jednak oko na studentki w chustach. Teraz, z wyj., wojska i sędzin, kobiety pracujące w sektorze publicznym będą mogły nosić chustę.

Na marginesie dziś wyrzucona z pracy została prezenterka, która pokazała za dużo dekoltu. Wczoraj rzecznik AKP Hüseyin Çelik wypowiedział się negatywnie o jej ubiorze (wprawdzie nie podał jej imienia) a dzisiaj dostała wypowiedzenie. Dekolt do wglądu: http://www.hurriyet.com.tr/gundem/24869597.asp


5. Alewici

Już od dłuższego czasu alewici czekają na formalne uznanie jako mniejszość religijna. Chętnie bowiem wypisaliby dzieci z lekcji islamu sunnickiego w szkole. Albo wymazaliby „islam” z dowodów osobistych itp. Muszą się za to zadowolić zmianą nazwy uniwersytetu w Kapadocji z Universytetu Nevşehir na Uniwersytet im. Hacı Bektaşi Veli.

Z tymi nazwami to też już nie pierwszy raz – trzeci most w Stambule miał być nazwany imieniem sułtana, który wymordował kilka tysięcy alewitów. Ale łaskawie postanowiono jednak zmienić nazwę.


6. Prawo o zgromadzeniach


W pakiecie mowa jest o przypisywaniu policyjnych obserwatorów po cywilnemu. Dozwolony czas demonstracji ma się też wydłużyć –teraz można do zachodu słońca.

Poza pakietem jednak pojawił się lepszy pomysł. Otóż w parlamencie czeka projekt ustawy pozwalający policji prewencyjnie aresztować osoby podejrzewane o chęć zorganizowania demonstracji. To dopiero zaawansowana demokracja!


7. Syriacy

Syriakom zostanie zwrócony klasztor Mor Gabriel.


8. Przysięga

„Jestem Turkiem. Jestem uczciwy i pracowity. Moje zasady to ochrona młodszych, szacunek dla starszych, miłość do ojczyzny i narodu większa niż samego siebie. Moim ideałem jest wzrastać, stawać się lepszym. Hej, wielki Ataturku! Przysięgam bez ustanku podążać wyznaczoną przez ciebie drogą, ku wskazanym celom. Moje istnienie jest prezentem dla tureckiego istnienia. Jakże szczęśliwy jest ten, kto mówi ‘jestem Turkiem’”.[1]

Taką przysięga każdego poniedziałkowego poranka dzieci zaczynały tydzień. Tymi też słowami żegnały się w piątek ze szkołą. Nie muszę chyba poddawać szczególnej analizie tej przysięgi, bo od razu wiadomo co z nią jest nie tak: w s z y s t k o.

Tego już nie będzie. MHP zapłakało nad starą dobrą, szowinistyczną przysięgą.


9. Partie

Wprowadzone ma być finansowanie partii z budżetu państwa – nie znam szczegółów.

10. Nazwy wsi

Przywrócone mają być orginalne nazwy miast i wsi w Anatolii. Znaczy się nie-tureckie nazwy.


Zmian w pakiecie było jeszcze kilka – nie wszystkie są smakowite i nie wszystkie są jasne. Teraz o tym, czego nie ma w paczce:


  • Praw mniejszości uznawanych bez wyjątku – czyli zgodnie z normami międzynarodowymi.

  • Zmian w prawie karnym i „prawie do walki z terroryzmem” - obecne zapisy pozwalają na więzienie dziennikarzy, studentów i aktywistów pod zarzutami działalności terrorystycznej. W Turcji jest więcej dziennikarzy w więzieniach niż w Chinach. Podobnie Turcja ma najwięcej terrorystów w więzieniach. To dzięki tak wspaniale skonstruowanemu prawu i kreatywnym prokuratorom, którzy nawet studentów domagających się bezpłatnej edukacji sklasyfikowali jako terrorystów i w rezultacie odsiadują 6ścio letni wyrok. Takich przykładów są setki. 


Pewne kwestie nie wymagają też rozwiązywania, bo de facto nie istnieją. Tak np. chusty już nikogo nie dziwią – stały się elementem codzienności. Klasztor Mor Gabriel został wywalczony w sądzie – nie ma czego oddawać. Można by za to Grekom pozwolić otworzyć seminarium….

Nie ma też nic o ukróceniu samowoli i bestialstwa policji…

Tak w skrócie wygląda zaawansowana turecka demokracja ulepszona oktrojowanym pakietem demokratycznym.


Kampanię wyborczą uważam za otwartą, bo innemu celowi ta żałosna farsa nie mogła służyć.





[1] Türküm, doğruyum, çalışkanım.
İlkem; küçüklerimi korumak,
büyüklerimi saymak,
yurdumu, milletimi özümden çok sevmektir.
Ülküm; yükselmek, ileri gitmektir.
Ey büyük Atatürk!
Açtığın yolda, gösterdiğin hedefe, hiç durmadan yürüyeceğime and içerim.
Varlığım, Türk varlığına armağan olsun.
Ne mutlu Türküm diyene!