Pokazywanie postów oznaczonych etykietą police violence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą police violence. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 września 2014

Wojny budowlane



Do 1270 robotników, którzy do września br. zginęli w pracy w Turcji, w sobotę dołączyło kolejnych 10-ciu. Wieczorem, ok. 19:45, czyli godzinę i 45 minut po zakończeniu zmiany, z 32-go piętra runęła winda zabijając znajdujących się w środku robotników. Na plac budowy natychmiast przyjechało więcej policji niż ekip ratunkowych, bo ratować nie było już kogo, gdyż wszyscy zmarli na miejscu. Policja też nie przyjechała po to by wszcząć dochodzenie, chyba, że odziały do zwalczania zamieszek nagle zostały oddelegowane do prac dochodzeniowych.

Nie był to pierwszy taki wypadek na tej budowie, która znajduje się na terenie byłego stadionu Ali Sami Yen w centrum Miecidiyekoy. Miesiąc temu ta sama winda spadła z 2-go piętra, ale jeden robotnik, który był w środku przeżył gdyż zadziałał spadochron. O wypadku poinformowano przedstawicieli firmy, ale nikt się tym nie przejął. Grozę wzbudza fakt, że od kilku tygodni nie działały poprawnie hamulce w tej windzie i jedynym sposobem na jej zatrzymanie, gdy nabierała niebezpiecznej prędkości, było uruchomienie hamulca awaryjnego i kołysanie kabiną by zatrzymać windę. . Na dwie godziny przed wypadkiem winda się zacięła, lecz zamiast ją zamknąć i wezwać odpowiednią ekipę, kazano elektrykom ją uruchomić. O 17:00, doświadczonego operatora windy zmienił nowy pracownik Hidir Ali Genc. Na budowie był od 5-ciu dni, a windę obsługiwał od 3. Najwidoczniej nie posłuchał starszego kolegi, który tłumaczył mu, że aby zatrzymać windę trzeba użyć hamulca bezpieczeństwa. Nie zrobił tego i zginął z pozostałymi robotnikami. Hidir Ali nie był profesjonalnym budowlańcem - był studentem drugiego roku na Wydziale Finansów w Tunceli. Pracował by zarobić na studia - nota bene teoretycznie bezpłatne, ale z racji braku stypendiów socjalnych niedostępne dla wielu młodych ludzi. 

Policja zatrzymała 8 osób w związku z wypadkiem, lub jak mówią robotnicy, morderstwami, lecz już zostali zwolnieni. Tymczasem ci, którzy chcieli rozmawiać z mediami o katastrofalnej sytuacji na budowie, są zastraszani a część przeniesiono na inne budowy albo w ogóle odesłano do miejscowości, z których pochodzą. Właściciele budowy za wszelką cenę chcą ukryć okropne warunki pracy, na placu budowy jednych z bardziej luksusowych wieżowców w mieście. Oprócz kompletnego braku troski o bezpieczeństwo pracy, warunki, w jakich mieszkali robotnicy są również przerażające co widać ze zdjęć tutaj : http://www.sendika.org/2014/09/torun-insaat-toplama-kampi-hapishaneden-beter-isci-koguslari/

Sobotni wypadek nie był też pierwszym śmiertelnym wypadkiem na budowie Torun Center. W kwietniu zginął 19-sto letni Erdogan Polat. Za jego śmierć firma zapłaciła 5,600 TL kary. Bez komentarza. Tymczasem Torunlar GYO w pierwszej połowie 2014 roku odnotował wzrost zysków o 965% w porównaniu do pierwszego półrocza 2013 i wynosiły one 271 mln TL. 

W niedzielę właściciel budowy Aziz Torun, kolega prezydenta RTE ze szkolnej ławki, na konferencji prasowej w pięciogwiazdkowym hotelu stwierdził, że mimo szkoleń robotnicy nie wykazują wrażliwości i nie dbają o bezpieczeństwo, więc wypadki na budowach się zdarzają i to chleb powszedni w tym sektorze. Brzmi znajomo? Powinno, bo niemalże dokładnie to samo powiedział RTE w maju, gdy w Somie zginęło 301 górników. W tym czasie wznowiono prace a w Miecidiyekoy zaczęły zbierać się tłumy związkowców i członków różnych organizacji socjalistyczno-rewolucyjnych. 

„Mordercą robotników jest Tayyip - miliarder”, „Kapitał rośnie, robotnicy umierają”, „AKP – złodzieje i mordercy” i wiele innych sloganów skandowało kilka tysięcy osób zgromadzonych w niedzielę popołudniu w proteście przeciwko AKP i rządowi, które wspierają system, w którym nagminnie giną robotnicy. Odkąd AKP doszło do władzy gwałtownie wzrosła liczba wypadków w pracy. W 2012 878 robotników zginęło podczas pracy, w 2013 1235 a do końca sierpnia br. 1270. Do tego dochodzą jeszcze niedoszacowane dane dotyczące wypadków, które nie są śmiertelne. A tych, w zależności od źródła jest od kilkudziesięciu tysięcy do 700 tys. rocznie. Ministerstwo Pracy szacuje, że w sektorze budowlanym i drogowym pracuje ok. 1,2 mln ludzi. Natomiast w systemie ubezpieczeń społecznych zarejestrowanych jest 42 tysiące. Stąd też wynika problem faktycznego oszacowania liczby wypadków w pracy i chorób zawodowych. W ostatnich latach szalona prywatyzacja państwowych przedsiębiorstw lub outsourcing pracowników sprawił, że większość wypadków śmiertelnych ma miejsce w firmach podwykonawczych. 

Od soboty wieczór policja rozbiła obóz wokół placu budowy a w niedzielę od rana nad Miecidiyekoy latały policyjne helikoptery. Demonstranci, którzy chcieli przejść pod wejście na budowę zostali brutalnie zaatakowani gazem, gumowymi i chemicznymi kulami. Bez skrupułów policyjni bandyci gazowali kawiarnie, w których chowali się nie tyko demonstranci, ale i przechodnie bowiem do ataku gazowego doszło na jednym z najbardziej ruchliwych skrzyżowań, które w niedzielne popołudnie pełne byłe ludzi. Obecni w Miecidieykoy mieli też okazję doświadczyć nowego typu gazu, który oprócz klasycznych objawów gazu pieprzowego, parzył też ciało. Czyli „Nowa Turcja,” która nadeszła wraz z wyborem RTE na prezydenta nadeszła w obłokach nowego gazu bojowego. Zdjęcia tutaj: http://www.sendika.org/2014/09/torun-centera-yuruyenlere-polis-saldirisi-kare-kare/

Premier od razu ogłosił zmarłych robotników „męczennikami” tym samym przyznając się niejako do tego, że rząd do spółki z biznesem prowadzą wojnę z robotnikami. Ofiar jest dużo, ale przy obecnej polityce będzie jeszcze więcej. 


Dzisiaj pracę przerwało kilka tysięcy robotników budowlanych w Halkali w Stambule, domagając się ustąpienia szefów. Blokując jedną z głównych autostrad protestowali przeciwko złym warunkom pracy: opóźnieniom w wypłacaniu wynagrodzeń, braku ubezpieczeń, braku przyzwoitych warunków noclegowo-sanitarnych włącznie z karaluchami w jedzeniu. 









piątek, 23 maja 2014

Siedzieć cicho czy wypierdalać?

Urodzić się alewitą w Turcji to naprawdę pech. Już chyba lepiej Ormianinem. Wczoraj minął kolejny miesiąc od śmierci Berkina i kilkunastu członków Dev-Genç- Rewolucyjnej Młodzieży zorganizowało protest. Policja oczywiście zaatakowała z typową dla siebie zawziętością. Demonstranci rzucili jakimś rachitycznym mołotowem w wóz opancerzony. W odpowiedzi policja otworzyła ogień. Zginął uczestnik uroczystości żałobnych w pobliskim cemevi (alewicki odpowiednik sunnickich meczetów).  Strzelano bowiem na oślep. Potem od nadmiaru gazu ekipy ratunkowe nie mogły dostać się do rannego Uğura Kurta. Zmarł kilka godzin później w szpitalu. Choć policja terroryzuje Okmeydanı nieustannie od czerwca, kiedy to właśnie postrzelili Berkina, to teraz doszło to niewyobrażalnej eskalacji. W nocy ranna została kolejna osoba – mężczyzna w średnim wieku postrzelony w oko. Czekał na pomoc 40 minut, bo był tuż za linią policji i nie pozwolili wezwać karetki. Zmarł dziś rano. Nie ustalono jeszcze jego tożsamości.

Przerażające są, wspominane przeze mnie już wielokrotnie, podwójne standardy. W innych, nie-alewickich dzielnicach policja tak łatwo nie używa ostrej amunicji. Gdy wkraczają natomiast w rejony zamieszkane przez alewitów biegają po ulicach jak po planie filmu akcji z Bondem. Broni nawet nie chowają w kabury a wpychają za paski od spodni. Takie policyjne chojraki.


Wczoraj też brat prezydenta stambulskiej sekcji Czerwonego Półksiężyca, İlhami Yıldırm, ładnie wszytko podsumował: „Ya bu ülkede eşşek gibi sessizce yaşayacaksınız ya da defolup gideceksiniz!” czyli: „Albo zostaniecie w tym kraju i będziecie cicho jak osły, albo wypierdalajcie stąd!”

środa, 12 marca 2014

#BerkinElvanınKatiliDevlettir

Dzisiaj piszę w złości. Obezwładniającej. Może to uboczny skutek gazu.

Zmarł dziś Berkin Elvan – 14-sto letni chłopak postrzelony kanistrem z gazem 16-go czerwca w czasie protestów w Parku Gezi. Nie dostał się na linię strzału, bo rzucał kamieniami. Nawet nie było go w parku. Wyszedł po chleb, ale zamiast do piekarni trafił do szpitala na kilka miesięcy. Po kilkuset dniach w śpiączce dziś zmarł. Strony pro-rządowe sugerują, że data jego śmierci jest wykalkulowana żeby zakłócić kampanię wyborczą. Więc nie dość, że to młodociany terrorysta to jeszcze nawet śmiercią sabotuje wyborczy sukces AKP. 

Od rana w całej Turcji ludzie zbierali się organizując sit-iny i minuty milczenia. Wieczorem w kilkunastu miastach tysiące wyszły na ulice. Znów ktoś spuścił ze smyczy policję, która jakby chcąc udowodnić, że protestujący mają rację nazywając ich mordercami, zaatakowała z typową dla siebie zawziętością. W całym kraju są dziesiątki aresztowanych, kilka osób potrąconych przez wozy opancerzone. Jest też nastolatek postrzelony w głowę kanistrem z gazem, ale na szczęście jest w dobrym stanie. Do tego gaz i gaz i znów gaz. Wszędzie. Nawet na stacjach metra. 

To nie jedyny powód mojej wściekłości. Ta sama policja, która na ulicach atakuje ludzi zabija też na co dzień w nieco mniej spektakularny sposób. Dziś w sądzie z rąk jeszcze męża zginęła kobieta, która próbowała się z nim rozwieść. Miała nawet ochronę policyjną, co jest naprawdę rzadkością w Turcji. Jakimś jednak cudem mordercy udało się wnieść broń do budynku sądu. Jak? Nie mam pojęcia, bo gdy wybieramy się do sądu na rozprawy przeciwko policji lub szeroko pojętej władzy, ochrona trzepie niemalże do bielizny. Ale widocznie są równi i równiejsi. 

W zeszłym tygodniu wstrząsnęła mną z kolei śmierć jednej z naszych studentek. Zastrzelił ją były chłopak w autobusie pełnym ludzi. Ot tak, wyjął broń i oddał 6 strzałów po czym wysiadł i wrócił jak gdyby nigdy nic do domu. Rzekomo gdy w telewizji zobaczył wiadomości na swój temat się powiesił. Trzy dni przed śmiercią, dziewczyna poszła z bratem i ojcem na policję zgłosić groźby ze strony byłego chłopaka. Policjanci uznali, że dziewczyna przesadza. 

Taki to był ostatni tydzień nad Bosforem. Oczywiście kolejne nagrania korupcyjne wyciekły do Internetu, ale tych nie mam siły już śledzić. Są one ważne, ale są częścią większej politycznej gry. Tymczasem na co dzień dzieje się tyle w kwestii łamania podstawowych praw człowieka, że korupcja wydaje mi się naprawdę banalna. Wiem, że to wszystko się ze sobą wiąże, ale bardziej przeraża mnie niska wartość ludzkiego życia nad Bosforem. Zwłaszcza wartość życia kobiety. Czemu się zresztą dziwić, skoro nawet 8-go marca policja zaatakowała gazem pochód feministek. 

Turystów zawsze zachwyca obraz wyzwolonych tureckich kobiet. Miarą tego wyzwolenia mają być kuse spódniczki. Czego nie widać to wszechobecnej przemocy wobec kobiet, które je noszą. Ale nie trzeba się wcale stroić żeby zginąć z rąk męża, brata, ojca czy chłopaka. Wystarczy być kobietą. Tylko tyle wystarczy żeby zginąć i żeby nikt nie został ukarany. Za napisanie złego słowa o premierze wymierzane są wyższe kary niż za zabójstwo żony albo uprowadzenie i gwałt zbiorowy na nieletniej. Debata natomiast zazwyczaj skupia się na chustach, które stały się najważniejszym tematem dla polityków, dziennikarzy, zachodnich turystów i często też niestety feministek. Ale ta chusta ani nie chroni od przemocy ani jej nie prowokuje. Jest zupełnie bez znaczenia. 

I tak od Berkina doszłam do przemocy wobec kobiet. Wbrew pozorom obie sprawy mają wiele wspólnego. Sprawcy śmierci Berkina pewnie nigdy nie zostaną odnalezieni a co dopiero skazani. Sprawcy większości aktów przemocy wobec kobiet też pozostają formalnie niewykryci. Nie ma sprawiedliwości dla ofiar. Są rządy policji.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Ali Ismail Korkmaz



Kolejny odcinek sądowej farsy w wersji anatolijskiej. Dzisiaj odbyła się pierwsza rozprawa oskarżonych o pobicie i zamordowanie Ali Ismaila Korkmaza. Ali Ismail został brutalnie pobity w nocy z 2 na 3 czerwca 2013 podczas antyrządowych protestów. Po 40 dniach na oddziale intensywnej terapii zmarł. Od początku policja próbowała manipulować materiałem dowodowym, który nawet na kilka tygodni „zniknął”. Dzięki uporowi rodziny, adwokatów i uwadze tysięcy ludzi udało się doprowadzić do identyfikacji i zatrzymania podejrzanych. 

Oficjalnie ze względów bezpieczeństwa, a tak naprawdę żeby utrudnić dojazd zainteresowanym sprawę przeniesiono z właściwego dla niej sądu w Eskisehir do Kayseri. Tam też dzisiaj odbyła się pierwsza rozprawa. Przeniesienie jednak nie wystarczyło. Kilka ulic dookoła sądu zostało zamkniętych dla ruchu na czas trwania rozprawy, czyli do 5 lutego. Okolicy „strzeże” 2 tysiące policjantów, helikopter i armatki wodne. Na głównych drogach dojazdowych do Kayseri ustawiono policyjne check-pointy, na których sprawdzana jest tożsamość osób jadących w stronę Kayserii. W ten sposób zatrzymano autobusy z ludźmi, którzy chcieli uczestniczyć w rozprawie. Również przy wjeździe do miasta ustawione są posterunki policji, gdzie legitymowani są wjeżdżający do miasta. Innymi słowy w Kayseri wprowadzono stan wyjątkowy. 

W sądzie pojawiło się z 200 prawników, parlamentarzystów i przedstawicieli partii opozycyjnych. Nie zezwolono na udział natomiast rodzinom pozostałych chłopaków zamordowanych latem przez policję. 

Przebywających w areszcie Mevlüt Saldoğan, İsmail Koyuncu, Ramazan Koyuncu, Muhammet Vatansever oraz Ebubekir Harlar oskarżono o morderstwo z premedytacją i prokurator domaga się kary dożywocia, natomiast odpowiadających z wolnej stopy policjantów: Şaban Gökpınar, Hüseyin Engin i Yalçın Akbulut oskarżono o współudział w morderstwie i grozi im od 10 do 15 lat pozbawienia wolności. 

Część oskarżonych zapiera się, że na oczy w życiu nie widzieli Ali Ismaila. Jeden z policjantów przyznał, że go lekko kopnął żeby zmotywować chłopaka do podniesienia się z ziemi. Inny zaś słyszał jakieś przekleństwa ze strony Alego, ale miał go w ogóle nie tknąć. 

W czasie zeznań oskarżonych matka Alego trzymałą cały czas jego zdjęcie. Rozprawę przerwano, gdyż jeden z obecnych członków rodziny oskarżonych rzekomo miał przy sobie broń. Policja po przeszukaniu stwierdziła, że będący w aktywnej służbie policjant nie miał przy sobie broni. Co innego twierdzą prawnicy, którzy zaalarmowali ochronę na widok broni. 

W czasie rozprawy doszło też do kilku emocjonalnych komentarzy ze strony rodziny zamordowanego Alego. Jego matka zaskoczyła wszystkich gdy na komentarz „psy przyszły” obruszyła się i powiedziała, że nie należy tak ubliżać zwierzętom. 

Niestety mało kto ma nadzieję, że dojdzie do skazania oskarżonych. 





Tutaj „odnalezione” nagranie z pobicia Alego: http://webtv.radikal.com.tr/turkiye/4806/ali-ismaili-boyle-oldurmusler.aspx

piątek, 20 grudnia 2013

Powrót do życia


Nie mając jeszcze pomysłu jak opisać bieżącą aferę korupcyjną, która jest kolejną odsłoną sygnalizowanego już wcześniej rozejścia się między ruchem Fetulaha Gulena a AKP, wrócę do wydarzeń z grudnia 2000 roku…

Od połowy lat 90-tych trwał dość silny ruch oporu wobec więzień typu „F”. Są to pojedyncze cele, w których zamknięci są głównie więźniowie polityczni. Kontakt z innymi więźniami ograniczony jest do minimum, a w wielu przypadkach całkowicie zabroniony. Prawo do wizyty przysługuje dwa razy w miesiącu, podobnie rozmowa telefoniczna. Teoretycznie w wyniku akcji protestacyjnych i głodówek, o których więcej za chwilę, więźniowie mają prawo spędzić kilka godzin tygodniowo w większej grupie, ale jest to raczej przywilej niż prawo, więc często spędzają miesiące w zupełnej izolacji. Jeżeli chodzi o sanitarno-lokalowe warunki, to nawet Europejski Komitet Przeciwdziałania Torturom wyraził się pochlebnie o tych więzieniach. Izolacja natomiast, zdaniem wielu organizacji monitorujących przestrzeganie praw człowieka m.in. Amnesty International czy Human Rights Watch, jest formą nieludzkiego traktowania.

Pierwsze akcje protestacyjne i strajki głodowe zaczęły się w połowie lat 90-tych. W 1996 roku 12 więźniów zmarło na skutek strajku głodowego – protestowali przeciwko przeniesieniu z cel zbiorowych do nowo otwartych cel typu „F”. Podobnie, 20 października 2000 roku 865 więźniów podjęło strajk głodowy zapowiadając, że są gotowi na śmierć głodową. Byli to więźniowie polityczni, lewacy. Domagali się przede wszystkim zlikwidowania więzień typu „F”, ale także pomocy lekarskiej i finansowej dla osób z nieodwracalnymi stratami na zdrowiu w wyniku strajków głodowych w 1996, odwołania ministrów i oficerów odpowiedzialnych za wcześniejsze akcje pacyfikacyjne w więzieniach, w wyniku których kilkadziesiąt osób straciło życie lub zdrowie.

19 grudnia 2000r. w nocy wojsko i żandarmeria wkroczyły do 20 więzień w ramach akcji pacyfikacyjnej pod kryptonimem „Powrót do życia”. W wyniku ataków, w których użyto miotaczy ognia, granatów, ostrej amunicji i bardzo dużej ilości gazu, zginęło 30 więźniów. W wielu więzieniach wybuchły pożary. W Bayrampaşa kobietom uciekającym od ognia podawano koce nasączone fosforem. Mnóstwo osób odniosło ciężkie obrażenia.

Władze i media podawały, że więźniowie stawiali opór i mieli nawet strzelać z karabinów maszynowych, które rzekomo pochowane w celach. Mieli też podpalać własne cele, w których byli zamknięci.

20 grudnia przetransportowano do więzień typu „F” 490 osób. Oczywiście nie obeszło się bez tortur, w tym gwałtów zarówno na kobietach i mężczyznach. Kilkunastu więźniów złożyło skargi do prokuratury. 3 stycznia 2001 ministerstwo sprawiedliwości otwarcie podało liczby więźniów, którzy zaczęli kolejny protest: w 41 więzieniach 1118 osób było na strajku głodowym, lub śmiertelnym. Do końca kwietnia 2001 23 osoby zmarły na skutek śmierci głodowej, z czego 4 osoby na wolności.

Postępowanie prokuratorskie wobec nadużywających przemocy żołnierzy trwa. 13 lat. I nie zbliża się ku końcowi.

Więzienia typu „F” mają się dobrze i są w większości zamieszkane przez więźniów politycznych. Wprawdzie powinni tam też trafiać najgroźniejsi przestępcy, jednak trafiają tam głównie działacze lewicowi oskarżeni o członkostwo w organizacji terrorystycznej.

Operacja „Powrót do życia” była niemalże transmitowana na żywo, nie przebiła się jednak to szerszej świadomości społecznej. O faktycznym podłożu strajków wiedzą nieliczni, którzy mają w zwyczaju czytać nie mainstreamowi media. Pozostali nadal wierzą, że więźniowie jakimś cudem atakowali żołnierzy ostrzałem z karabinów maszynowych.

Co więcej, operacja jest też kolejnym przykładem absolutnej bezkarności państwa wobec obywateli, którzy nie mieszczą się w ramach uznawalnej wspólnoty. Państwo toczy otwartą wojnę z organizacjami lewicowymi i nie szczędzi ani środków ani wysiłków. Po raz kolejny widać, że wymiar sprawiedliwości służy tylko „zatwierdzonym” grupom społecznym o niekontrowersyjnych poglądach politycznych.


Wczoraj natomiast policja zaatakowała grupkę osób, które chciały oświadczeniem prasowym upamiętnić wydarzenia z 2000 roku.



Szczegółowe info nt. operacji znajduje się w raporcie HYD (Helsinki Yurttaşlar Derneği) http://www.hyd.org.tr/?pid=304#

Dobrą ilustracją tematu są też filmy: „Simurg” i „F-tipi”. Simurg opowiada historię kilku więźniów, którzy przeżyli strajki głodowe lat 90-tych i teraz borykają się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Z kolei „F-tipi” pokazuje losy kilku osób odizolowanych w jednoosobowych celach.

czwartek, 12 grudnia 2013

Yüksekova: postscriptum



Policja zaatakowała kilka tysięcy ludzi zgromadzonych  na pogrzeb zmarłych Mehmet Reşita İşbilir i Veysela İşbilir. Ranny w głowę Bemal Tokçu zmarł wczoraj w szpitalu. Oczywiście to też terrorysta. 

Są też wyniki sekcji zwłok: w ciele Reşita znaleziono 6 kul a u Veysela 2. Czyli nie był to "wypadek", bo 6 kul nie trafia kogoś ot tak, po prostu. Zresztą władze nawet nie tłumaczą tego jako "wypadek". Zginęli terroryści, więc nie ma potrzeby dalszych wyjaśnień. 

Przez kilka dni w kilkunastu miastach trwały protesty, bo jak zwykle w takiej sytuacji nie ma dochodzenia i prokuratura nawet nie próbuje szukać odpowiedzialnych za śmierć demonstrantów. 

W Karsie aresztowano 11 studentów, których część została oskarżona o "propagandę w imieniu organizacji" a część o "członkostwo w organizacji" oczywiście terrorystycznej. A protestowali przeciwko akcji policji w Yüksekovej.

A porwani żołnierze zostali oddani cali i zdrowi w ręce BDP.

niedziela, 8 grudnia 2013

Martwi? to znaczy, że nie byli niewinni

Istnieje zasadnicza różnica między tym, jak policja rozprawia się z Białymi Turkami (z zachodniej Turcji, wykształceni, etnicznie tureccy, sunnici itd.), czy w ogóle z demonstrantami na zachodzie lub w etnicznie tureckich i sunnickich dzielnicach, a tym co wyprawiają w Północnym Kurdystanie i kurdyjsko-alewickich dzielnicach większych miast. Przykładem niech będą wydarzenia z Yüksekovej w prowincji Hakkari, gdzie 6 grudnia policja zastrzeliła dwóch uczestników oświadczenia prasowego. W kilka godzin dwóch mężczyzn zginęło od kul policji, która chciała potem zarekwirować (a dosłowniej wywlec) ciała ze szpitala żeby nie dopuścić do sekcji zwłok.

Wszystko zaczęło się koło południa 6 grudnia, gdy grupa ok. 150-200 osób zebrała się w sprawie zbezczeszczenia cmentarza partyzantów PKK. Wkrótce po oświadczeniu prasowym grupa została zaatakowana gazem, wodą i plastikowymi kulami przez policję. W odpowiedzi demonstranci tradycyjnie rzucali kamieniami, sztucznymi ogniami i ponoć koktajlami Mołotowa. Po wieczornym ezanie doszło do eskalacji i do akcji weszły grupy specjalne policji (özel harekât timleri). Wtedy też zginęli Mehmet Reşit İşbilir i Veysel İşbilir. Ogólnotureckie media od razu okrzyknęły zastrzelonych mężczyzn członkami PKK. Oczywiście na zasadzie, że każdy demonstrujący Kurd musi być terrorystą. Ci mężczyźni, niestety dla policji i mediów, nie wpisują się w tą narrację. Co więcej firma Reşita miała udział w budowie posterunku na trasie Esendere-İran oraz bramy wjazdowej Departamentu Bespieczeństwa w Yüsekovej. Kijem w oczy mediów niech będzie też to, że w odróżnieniu od stereotypowych Kurdów[1] Reşit płacił podatki, bo jego firma była zarejestrowana – dlatego też mógł mieć udział w tak ważnych poniekąd budowach. Czy członek partyzantki zarabiałby pieniądze na budowie posterunków znienawidzonej policji? Rozwiązanie tej logicznej zagadki zostawię kreatywnym mediom tureckim. 

Z kolei Veysel pracował w warsztacie samochodowym. Byli to więc znani członkowie lokalnej społeczności. Nagle, gdy zginęli od policyjnych kul, stali się terrorystami. 

Według policyjnej wersji Reşit i Veysel zginęli w wyniku starcia z policją. Zdjęcia zwłok mają temu przeczyć. Nie tyle zresztą przeczą policyjnej wersji, co wskazują na duże prawdopodobieństwo egzekucji. Reşit był postrzelony m.in., na wysokości serca, z kolei jedna z kul, która trafiła Veysela, przebiła się z ramienia w szyję. 

Na tym dramat się nie kończy. W szpitalu, w którym stwierdzono zgony, zebrała się rodzina i grupa demonstrantów. Zostali zaatakowani przez policję, która nie tylko rzucała gaz w okolicy szpitala, ale także wtargnęła do szpitala, gdzie również użyli gazu. Oczywiście nie zwracając uwagi na fakt, że w szpitalu oprócz rzeczonych zwłok i demonstrantów znajdowało się mnóstwo pacjentów. Celem policyjnego nalotu na szpital było przejęcie zwłok –najprawdopodobniej żeby nie dopuścić do sekcji zwłok. Zgromadzeni z rodziny zabitych oraz obecni demonstranci próbowali powstrzymać mundurowych, którzy odpowiedzieli jeszcze większą przemocą tj. gazem i strzelając plastikowymi dla odmiany kulami. W końcu udało się zabezpieczyć ciała w kostnicy, skąd po interwencji burmistrza Ercana Bory i przedstawicieli BDP zwłoki przewieziono do szpitala w Wan. Policja nie pozwoliła jednak zgromadzonym na opuszczenie szpitala: do samego szpitala wrzuciła granaty gazowe, podobnie na zewnątrz, gdzie także strzelała w powietrze. 

Według oficjalnego oświadczenia biura gubernatora prowincji Hakkari, demonstranci zaatakowali i poważnie uszkodzili opancerzone samochody policyjne, TOMA, na skutek ostrzału z broni palnej. Naoczni świadkowie i wiele nagrań, które widziałam temu przeczą. 

Nie muszę chyba pisać, że w sobotę kolumna pogrzebowa też została zaatakowana i że w szpitalach są ranni. W tym kolejna osoba z urazem głowy spowodowanych ładunkiem gazowym. 

W wielu miastach trwały dziś protesty. M.in. w Hakkâri, Muş, Iğdır, Varto, Erciş, Başkale, Şemdinli, Çukurca, Bulanık, Silop i oczywiście największe w Diyarbakirze. Tam, do zgromadzonych przemawiała Gültan Kışanak, współprzewodnicząca BDP[2], która domagała się ukarania winnych śmierci Reşita i Veysela. Przypomniała też, że w czasie 11stu lat rządów AKP zginęło 150 demonstrantów. 

Policja zgodnie ze swoją tradycją zaatakowała zgromadzonych. 

Fakt, że w ciągu jednego popołudnia policja zamordowała dwóch demonstrantów świadczy o niewyobrażalnej dysproporcji w użyciu siły między wschodem a zachodem kraju. Turecki Kurdystan traktowany jest jak ziemie okupowane a każdy Kurd uważany jest za potencjalnego terrorystę. Takiemu spojrzeniu służy cały system edukacyjny i obowiązkowa służba wojskowa dla mężczyzn, którzy przechodzą tam ostateczne nacjonalistyczne pranie mózgu. Taka indoktrynacja od dekad pomagała usprawiedliwiać brutalne postępowanie policji i wojska wobec ludności cywilnej Kurdystanu.[3] Dlatego też takim szokiem były pacyfikacje Gezi, bo wielu protestujących nie zdawało sobie sprawy jak wygląda prawdziwa naga siła państwa. Dla Kurdów z kolei to chleb powszedni. 

Tymczasem minister spraw wewnętrznych Muammer Güler wypowiedział się w sprawie piątkowych wydarzeń w Yüksekovej… Jego zdaniem to wszystko było prowokacją. Wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. Sprawę trzeba natychmiast zbadać. Podkreślił też, że policja nigdy nie skrzywdziła niewinnych obywateli (czyt. skoro są martwi, to są czemuś winni) i co więcej nigdy nie zakłóciła pokojowych i demokratycznych zgromadzeń. A w szpitalu to tłum miał linczować policję. Nie wyjaśnił w swej mądrości co policja robiła w szpitalu. A cała ta prowokacja miała na celu sabotaż nadchodzących wyborów lokalnych. AKP od kilku dni ruszyło bowiem z kampanią wyborczą, więc do wiosennych wyborów będziemy słuchać tej samej historyjki o wrogach sabotujących AKP, która odnosi oszałamiające sukcesy, ale jest niedoceniana. 

To nie koniec wieści z Kurdystanu. Wieczorem grupa PKK porwała 4 żołnierzy armii tureckiej. Na poszukiwania wyruszyły specjalne oddziały żandarmerii. 








[1] Stereotyp Kurda w oczach Białego Turka: zacofany, biedny, nienawistny, okradający państwo tureckie, nie płacący podatków, kradnący prąd itd. no i domagający się jakiś praw, które przecież i tak już ma. 


[2] BDP zachowuje parytet płciowy na najwyższych stanowiskach w partii. Partnerem Gültan Kışanak jest Selahattin Demirtaş. 


[3] Przełomowe i otwierające wielu ludziom oczy było orzeczenie Trybunału Praw Człowieka w Strassburgu w sprawie akcji palenia wsi przez wojsko w latach 90-tych. Por. http://hudoc.echr.coe.int/sites/eng/Pages/search.aspx#{"languageisocode":["ENG"],"documentcollectionid2":["JUDGMENTS"],"itemid":["001-128036"]}