Pokazywanie postów oznaczonych etykietą democracy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą democracy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 lutego 2014

Legislacyjna trojka a przedterminowe wybory


W Turcji nieszczęścia legislacyjne nie chodzą parami a trójkami. W parlamencie wylądował już projekt nowej ustawy o MIT (Narodowa Organizacja Wywiadowcza), która rozszerza uprawnienia wywiadu a właściwie wyłącza go spod jurysdykcji prawa. Oto kilka z ważniejszych nowych zasad funkcjonowania MIT:

· Pracownicy MIT otrzymają niejako immunitet chroniący ich od postępowania prokuratorskiego w związku z działalnością wywiadowczą. Innymi słowy czegokolwiek się dopuszczą w czasie służby nie podlega prokuratorskiej jurysdykcji,

· MIT będzie mógł od tak po prostu mieć w wgląd w dane obywateli przechowywane przez inne organy państwowe oraz prywatne instytucje, np.banki,

· W razie opublikowania dokumentów należących do MIT nie tylko dziennikarz i edytor, ale także właściciel danego medium może być pozbawiony wolności na okres minimum 3 lat,

· Będą mogli podsłuchiwać wszystko i wszystkich, nawet zagranicą, 

· Pracownicy MIT nie będą mogli być wzywani w charakterze świadków

Poszerzono też zakres działalności MIT, która jeżeli nowa ustawa wejdzie w życie (pytanie bardziej jest kiedy a nie czy), rozciągnie się na ochronę ministerstw, międzynarodową działalność wywiadowczą i bezpieczeństwo narodowe. Innymi słowy wszystko będzie podlegać pod działalność MIT, ale nikt i nic, z wyj. zapewne premiera, nie będzie miał kontroli nad poczynaniami agencji. 

Dlaczego teraz i dlaczego wszystkie te ustawy naraz? Wygląda na to, że rząd przygotowuje się do przedterminowych wyborów parlamentarnych. W marcu br. odbędą się wybory lokalne, które będą prawdziwym sprawdzianem siły po czerwcowych zamieszkach i nadal toczącej się wojny RTE z cemaat F. Gulena. Wyrazem tej wojny jest m.in. ujawnienie korupcji rządu i nieustannie wyciekające kompromitujące nagrania. Dzisiaj np. wyciekła rozmowa premiera z synem z 17go grudnia, czyli pierwszej fali aresztów afery korupcyjnej. Premier zaalarmowany zatrzymaniami kazał ukochanemu Bilalowi pozbyć się gotówki z domu. Chodziło o, bagatela, 30 mln Euro. 

Jeżeli AKP uda się utrzymać Stambuł i Ankarę, to jest szansa, że sierpniowe wybory prezydenckie zostaną połączone z parlamentarnymi. Wprawdzie konstytucja jeszcze nie przewiduje systemu prezydenckiego, który marzy się RTE, nic nie wyklucza jednak zmian po wyborach. Wzrost gospodarczy wyraźnie zwolnił, inflacja wzrosła a lira straciła z 20% w porównaniu do grudniowej wartości. Rząd interweniował już wrzucając na rynek ryż z rezerw państwowych, bo ceny wzrosły wielokrotnie. Dla niewtajemniczonych ryż w Anatolii jest tym czym ziemniak w Polsce. Wszystko więc wskazuje na to, że „cud gospodarczy”, cudem nie był, a zwykłym napędzaniem koniunktury za pomocą kredytów i spekulacji nieruchomościami w połączeniu z praniem irańskich i saudyjskich pieniędzy. AKP musi się więc spieszyć z wyborami zanim kryzys zacznie się na dobre i ludzie nie zechcą ich znów u steru. 

Oprócz spowalniającej gospodarki wizerunkowo AKP i RTE dużo też stracili przez ostatnie kilka miesięcy. W 2011 w wyborach powszechnych AKP zdobyła 50% głosów, natomiast obecnie premier poprzeczkę stawia na wys. 38% w lokalnych wyborach. Widać więc wyraźnie, że poparcie dla partii rządzącej spada i jeżeli trend ten się utrzyma, zwlekanie z wyborami powszechnymi do przyszłego roku jest ryzykowne. 

Elementem kontroli ryzyka są nowe ustawy, które pozwolą rządowi skuteczniej monitorować i kontrolować obieg informacji. Wspominane już nagrania premiera interweniującego w sprawie paska informacyjnego w Haberturk czy nakazującego synowi schować 30 mln. Euro będą znikać z Internetu w ciągu 4h. Jeżeli jakiś prokurator miałby szalony pomysł wszcząć postępowanie wobec kogokolwiek z kręgu premiera z nową ustawą o HSYK będzie to trudne. Głównie dlatego, że prokuratorzy będą „staranniej” dobrani. Z kolei MIT ma szansę stać się gwardią przyboczną premiera odkąd ten stracił zaufanie do policji. Z takim zestawem ułatwień myślę, że RTE zechce zwołać przedterminowe wybory zanim sytuacja gospodarcza wyślizgnie się spod kontroli. 

Niestety to czy przedterminowe wybory się odbędą czy nie, nie ma znaczenia z punktu widzenia rządów prawa i podziału władz. Zmiany w HSYK i MIT zrywają bowiem z tymi podstawowymi zasadami systemu demokratycznego. Bez niezawisłych sądów i z upolitycznioną omnipotentną agencją wywiadowczą z tureckiej demokracji zostanie już tylko fasada. Mocno zresztą nadkruszona.

Tutaj link do przetłumaczonej na angielski rozmowy premiera z synem w sprawie 30 mnl. Euro z 17-go grudnia 2013 http://erdogansdollars.blogspot.se/

środa, 19 lutego 2014

Dusząca zasłona dymna



Przez kilka tygodniu rząd był w defensywie w związku z afera korupcyjną, więc niewątpliwy mistrz politycznego marketingu RTE przygotował nam nowy koszmar. Chodzi o Internet. Jest to tak naprawdę bomba hukowa, bo zaakceptowana dzisiaj przez prezydenta ustawa wprowadza poważne ograniczenia w swobodzie korzystania z sieci oraz właściwie pozbawia użytkowników jakiejkolwiek prywatności. Ale te oskarżenia to znów ataki takich złośliwców jak ja, bo przecież chodzi o Rodzine i młode pokolenie, które wyrasta z technologią, ale musi być strzeżone przed jej zgubnymi skutkami. 

Sytuacja i bez nowego prawa była już beznadziejna z prawie 40 tysiącami stron zablokowanych nakazem sądu. Do tego jeszcze należy dodać strony blokowane wedle własnego klucza przez uniwersytety i szkoły. Za moich czasów na studiach w Anatolii wiele stron dostępnych w kawiarenkach internetowych nie działało na terenie kampusu. I nie chodzi o oczywiste pornole, a o strony dotyczące konfliktu w regionie. 

Teraz będzie jeszcze lepiej – lepiej dla rządu oczywiście. Czyli co? Strona zgłoszona do zamknięcia będzie zamykana w trybie 24-ro godzinnym, a nawet w ciągu 4 godzin. Nie będzie wymagane orzeczenie sądu, bo wystarczy decyzja TIB (Ministerstwo Telekomunikacji i Komunikacji). Możliwa dotychczas prosta zmiana DNS nie będzie już możliwa. Na dodatek dostawcy Internetu są zobowiązani przechowywać dane o aktywności użytkowników przez okres 2 lat. Nie będzie już potrzebna zgoda sądu na wgląd w te dane, bo będą one dostępne na życzenie. Co więcej, jeżeli delikwent będzie chciał wejść na stronę z czarnej listy – nawet będąc nieświadomym – będzie to również zarejestrowane. 

Z nowym prawem w ciągu 4h znikną z Internetu pewnie takie rewelacje jak telefon RTE do szefa jednej z największych stacji telewizyjnych Haberturk 4 czerwca kiedy to premier osobiście zaangażował się w ustalanie treści paska informacyjnego. Trzeba też uznać w tym przypadku oddanie premiera sprawie, bo przebywał wówczas służbowo w Afryce Północnej. Po tym jak ta rozmowa wyciekła do Internetu wiele innych, m.in. z udziałem syna premiera, Bilala (nota bene tego, który miał aresztowany, ale tatuś wymienił prokuratorów z dnia na dzień i do aresztowania nie doszło) wyszły na jaw pokazując kolejny wymiar korupcji i sięgających wszędzie macek premiera i jego kliki. 

A jak już jesteśmy w temacie wymiany prokuratorów, to spieszę z donosem, że to było preludium do większej operacji. HSYK (Wysoka rada sędziów i prokuratorów) też doczekała się pakietu reform. Przedwczoraj parlament zatwierdził pakiet reform wprowadzający ministra i wiceministra sprawiedliwości w skład Rady. Co więcej, minister będzie miał prawo wpływać na organizację Rady włącznie ze zmianami personalnymi. W momencie podpisania ustawy przez prezydenta i opublikowania w Oficjalnej Gazecie Republiki Tureckiej[1] WSZYSCY w Radzie i pracujący dla niej będą odwołani i w ciągu 10 dni minister powoła nowy skład. Odwołani członkowie Rady nie będą mieli możliwości odwołania się o decyzji. Innymi słowy Rada zostanie podporządkowana władzy wykonawczej czyli upolityczniona. Niezawisłość sądów, i tak już wątpliwa, będzie tylko bajką. Po zmianach 22-u osobowa Rada będzie potrzebowała głosów tylko 12 członków, w tym ministra i wiceministra sprawiedliwości, którzy będą teraz równoprawnymi członkami. Czyli de facto wystarczy 10 osób. 

Jest to krok wstecz po tym jak w 2010 wprowadzono wybory wśród 12 tysięcy sędziów i prokuratorów w wyniku których obsadzane były stanowiska w Radzie. 

Nie ma co się smucić ograniczaniem niezawisłości sądów tudzież agresywną cenzurą. Wiedzieć będziemy mniej, więc okazji do frustracji będzie mniej i zadowolenie społeczne wzrośnie. Lub przynajmniej emigracja. Zostaną Ci, co w premiera wierzą i w ten sposób RTE osiągnie obiecywaną zaawansowaną demokrację. Alleluja!




[1] Odpowiednik Dziennika Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej

środa, 20 listopada 2013

Dobry Kurd, zły Kurd



W ubiegły weekend 16-17 listopada R.T.E. w asyście ministra spraw zagranicznych i bodajże finansów spotkał się w Amedzie (tur. Diyarbekir) z Masoudem Barzanim, prezydentem autonomicznego rządu kurdyjskiego w północnym Iraku, liderem Demokratycznej Partii Kurdystanu (KDP). 

Spotkanie okraszone było występem Şivan Perwera, który na zaproszenie premiera wrócił po ponad 30 latach wygnania w Niemczech. Został zmuszony do wyjazdu w 1976 roku ponieważ uparcie tworzył muzykę po kurdyjsku. Nie jest to oczywiście jedyny ani też ostatni artysta, który spędził większość życia na wygnaniu. Partnerem na scenie był İbrahim Tatlises, król arabesek. Osobiście nie przepadam za jego muzyką – nostalgiczne pianie do księżyca, ale o gustach się nie dyskutuje. Chodzą też pogłoski o handlu bronią i farmach opium, które mają być w jego posiadaniu, ale nigdy nie postawiono mu zarzutów. Kilka lat temu został postrzelony w głowę podczas zamachu na jego życie. Coś musi być więc na rzeczy, bo zwykłego piosenkarza raczej nikt nie próbowałby rozstrzelać. 

Złośliwi, do których należę, uważają to spotkanie walką o głosy w nadchodzących wiosną wyborach lokalnych. Na spotkaniu nie byli obecni przedstawiciele BDP (Partii Pokoju i Demokracji), natomiast w dużej liczbie obecni byli członkowie i politycy AKP. 

Proces pokojowy z Kurdami z północnego Kurdystanu ugrzązł, bo pomimo wielu obietnic niewiele się zmieniło w podejściu Ankary do Kurdów i regionu. Nie ma np. żadnych gwarancji prawnych dla partyzantów, którzy złożą broń, że nie zostaną aresztowani. Od miesięcy domaga się tego Apo, więziony w odosobnieniu na wyspie lider PKK. Niewiele zmieniła się także retoryka rządu wobec samego Apo, z którym prowadzą rzekomo negocjacje. Nadal wielokrotnie premier używa określeń typu „terrorysta” czy też „morderca”. 

Tymczasem wybory się zbliżają i trzeba odtrąbić jakieś zwycięstwo na froncie kurdyjskim. Wielu też Kurdów w poprzednich wyborach głosowało na AKP i teraz są rozczarowani brakiem faktycznego postępu. Wizyta Barzaniego miała pokazać, że premier jest otwarty na dialog z Kurdami i wszelkie oskarżenia o obstrukcję procesu pokojowego są bezzasadne. Prawda jest jednak taka, że Barzaniego z Erdoganem łączą interesy przede wszystkim ekonomiczne. W tle majaczy też walka o władzę w obrębie ruchu kurdyjskiego. Barzani miał przyłożyć rękę do wydalenia Abdullah Öcalana z Włoch, gdy ten starał się tam o azyl polityczny pod koniec l.90tych. Ponoć we włoskich archiwach znajdują się dokumenty przysłane przez Barzaniego podważające przywódczą rolę Apo i dyskredytujące go jako kandydata do azylu. W rezultacie Apo wyjechał do Afryki, gdzie został wydany i schwytany przez tureckie służby specjalne. Karę śmierci zamieniono mu na dożywocie, które odsiaduje w odosobnieniu na wyspie Imrali. 

Erdogan z Barzanim dogadali się w sprawie uruchomienia rurociągu, który ma dostarczać do Turcji kurdyjski gaz i ropę. Już teraz w południowym Kurdystanie tureckie firmy energetyczne są poważnymi graczami. Jednocześnie dwaj politycy podzielają stanowisko wobec autonomii Kurdów ze wschodniego Kurdystanu, Rajova.

12 listopada PYD (Democratic Union Party) ogłosiła autonomię na terenach kontrolowanych przez YPG (People’s Protection Units) czyli swoje zbrojne ramię, rzekomo szkolone przez PKK (z północnego Kurdystanu, tj. południowo-wschodniej Turcji). Teren autonomii obejmuje 10% terytorium Syrii i zamieszkany jest przez liczne mniejszości, które nota bene wspierają deklarację, gdyż ich przedstawiciele zostali uwzględnieni w procesie budowania struktur. 

Jednak ani Turcja ani oficjalnie Region Kurdystanu w Iraku północnym nie uznały deklaracji. 

Turcja nie chce uznać autonomii Rojova, gdyż widzi w niej wzmocnienie PKK oraz konkurencję dla popieranych przez Ankarę ugrupowań sunnickich walczących przeciwko Assadowi. Mimo oficjalnych zaprzeczeń, Ankara nie ukrywa się specjalnie z poparciem dla takich ugrupowań jak Jabhat al-Nusra, których bojownicy przekraczali granicę z Turcją bez żadnych problemów, odpoczywając i lecząc rannych w tureckich szpitalach. I nawet, gdy w maju w Reyhanli zamach bombowy zabił 52 osoby, a tureckie Wikileaks ujawniły, że za zamachem stoją radykalne sunnickie ugrupowania walczące w Syrii, polityka Ankary wobec bojowników się nie zmieniła. Według oficjalnej wersji nadal toczy się dochodzenie w sprawie zamachu, ale wstępnie uznaje się, że za zamachem stoi Assad. 

Tymczasem od zeszłego roku YPG skutecznie walczyło z różnymi ugrupowaniami islamistów przynosząc względny spokój wsiom pod swoją kontrolą. 

Nie podoba się to także Barzaniemu, którego frakcje kurdyjskie w Syrii przegrały z PYD. Poza tym wiadomo, że PYD sympatyzuje z PKK, które nie jest w najlepszej komitywie z KDP (Kurdistan Democratic Party) Barzaniego, który z kolei jest w doskonałych relacjach z Erdoganem. 

W październku KDP odmówiła jednemu z przywódców PYD, Salihowi Muslimowi wjazdu na teren południowego Kurdystanu, gdy ten wracał z Syrii z pogrzebu syna, który zginął w walkach z al-Kaidą. To ilustruje trwającą już od dłuższego czasu walkę o przywództwo Kurdów. 

Co więcej Barzani oskarża PYD o współpracę z Assadem. Fakt, YPG walczy z anty-assadowskimi islamistycznymi ugrupowaniami, ale jest to raczej samoobrona niż wspólny front z reżimem Assada. Islamiści marzący np. o Islamskiej Republice Iraku nie mają bowiem w wysokim poważaniu Kurdów, którzy nie są Arabami. 

Tym samym na weekendowe spotkanie w Amedzie można patrzeć dwojako. Z jednej strony jest to próba podziału Kurdów na tych dobrych i tych złych, gdzie źli są ci lokalni, z BDP i PKK z Apo na czele; a dobrzy, to ci gospodarni, siedzący na gazie zwolennicy i rodzina Barzaniego. Wszystko to okraszone występem Şivan Perwera, idola wielu Kurdów. Na dokładkę premier użył słowa „Kurdystan”, które do tej pory było tabu, a przez wiele lat można było za to iść do więzienia. Zresztą do tej pory w więzieniach siedzą ludzie oskarżeni o separatyzm tylko dlatego, że użyli słowa Kurdystan. 

Premier mówił też o powrocie z wygania, jednocześnie zlecając przeniesienie 300 więźniów w głąb Turcji uniemożliwiając rodzinom kontakt z bliskimi. Więzienia mają zostać opróżnione, gdy tymczasem w planach jest budowa kilku kolejnych. Dużo więc obietnic nie tyle bez pokrycia, co w sprzeczności z faktami. 

Z kolei wspólny front Erdogan-Barzani w sprawie Rojava pokazuje brak wspólnoty interesów w obrębie ruchu kurdyjskiego. Został też po raz trzeci odwołany Kongres Narodowy Kurdów właśnie z powodu podziałów. 

Więc kto jest dobry? Barzani i KDP. A zły? Apo, BDP, PKK i PYD - czyli nie odzielający ekonomiczno-politycznej wizji R.T.E. i kolegi Barzaniego. 

Problem polega na tym, że bez Apo, PKK i BDP nie może być mowy o procesie pokojowym w Turcji. Znamienne jest też to, że BDP nie pojawiło się w Amedzie na wielkiej hucpie premiera. 

Zostawiam was z Ciwanem Haco, artystą, który wraca do Turcji regularnie na koncerty i potrzebowała specjalnego zaproszenia premiera. Koncertuje od kilku lat i nie bierze udziału w kampanii wyborczej. https://www.youtube.com/watch?v=5fbBUE373Ao



czwartek, 7 listopada 2013

Życie seksualne studentów


Dolar kosztuje już 2 liry, więc rząd zajął się wreszcie czymś poważnym – życiem seksualnym studentów. Prawda jest taka, że państwo siedzi w majtkach studentów już chyba od zarania republikańskich dziejów, ale tym razem pojawił się element religijny.

Zacznę od wątku osobistego. Pięć lat temu dostałam letnie stypendium rządu tureckiego i wysłano mnie do Izmiru – twierdzy kemalistów i rozwiązłych Turczynek. O akademikach wcześniej wiele słyszałam, ale raczej nie dowierzałam opowieściom. Głupia byłam. Już wprowadzając się do akademika znajomy, który mnie podwiózł (akademik był na końcu świata) został zatrzymany przed schodami na zewnątrz budynku – samcom poza pierwszy schodek wejść nie wolno. Więc sama wniosłam plecak, który natychmiast został przeszukany – nie powiedziano mi czego szukają. Dostałam pokój – z jedną metalową szafką zamykaną na kłódkę. Drzwi do pokoju nie miały klucza, gniazdka były chyba dwa – na cztery osoby. Był absolutny zakaz używania np. czajnika elektrycznego. Rzeczy rano nie mogłam zostawić na łóżku lub na stole- wszystko musiałam zamykać w tej jednej szafce. Dziewczyny, z którymi dzieliłam pokój – też stypendystki – wykazały się rewolucyjną odwagą, bo przygotowywały herbatę w pokoju – jedna z nas stała na straży na korytarzu. Po korytarzach bowiem od czasu do czasu przechadzały się strażniczki. Na korytarzach były też megafony – do czego służyły to za chwilę. 

Moim ulubionym rytuałem jednak było wieczorne podpisywanie listy obecności. Otóż przed północą wszystkie musiałyśmy z legitymacjami w rękach zjawić się w recepcji, gdzie strażniczki wystawiały listy obecności, które trzeba było po okazaniu legitymacji podpisać. Gdy któraś już spała lub co gorsza nie było jej w akademiku strażniczki darły się w megafony. Po złożeniu podpisu można było iść spać. Nie pamiętam już czy gaszono nam światło, bo po kilku dniach zaczęłam uciekać z tej kolonii karnej. Skorzystałam z przywileju przysługującemu obcokrajowcowi, a na dodatek kobiecie z Europy Środkowej. Co tydzień pisałam podania o zezwolenie na późny lub brak powrotu do akademika. Teoretycznie moi rodzice powinni na to wyrazić zgodę, ale na szczęście nie jestem Turczynką. Musiałam tylko podać adres, gdzie będę i numer telefonu osoby, z którą się zatrzymam. Takie zezwolenie miałam na jakieś 5-6 dni w każdym tygodniu – na więcej nie chcieli mi dać. Dzięki temu mogłam wracać kiedy chcę za cenę spojrzeń strażniczek. Gdybym była Turczynką nie byłoby to w ogóle możliwe – chyba, że za zgodą rodziców i to tylko raz w miesiącu pewnie. 

Mężczyzn teoretycznie obowiązywały te same zasady, ale jak to bywa w patriarchalnym świecie, samce są równiejsze. Nie tylko, gdy nie wracali na noc lub się spóźniali nikt nie dzwonił do ich rodziców, to także mogli zostać po północy na terenie przyakademikowych ogrodów. Nas spędzano do budynków, gdy oni mogli sobie do woli harcować po parku. 

Mój akademik nie był wyjątkowy – typowy państwowy akademik jakich mnóstwo w całej Turcji. 

Równie wesoło było, gdy wynajmowałam mieszkanie. Z pierwszego zostałam wyrzucona, bo odwiedzali mnie znajomi płci przeciwnej. Co ciekawe właściciel mieszkania, nie mieszkał w tym samym budynku, więc życzliwi sąsiedzi musieli mu donieść. Wyprowadziłyśmy się do innego mieszkania, gdzie od początku miałyśmy zakaz przyjmowania mężczyzn. Nawet w czasie przeprowadzki właściciel nowego mieszkania krzywo się patrzał na kolegów wnoszących nam meble na 3cie piętro. 

W Stambule nauczona wcześniejszym doświadczeniem od razu szukałam mieszkania „mieszanego”. Ogłoszenia są bowiem trojakiego charakteru: pokój/mieszkanie dla „panien”, „mężczyzn” lub dla „rodziny”. Wyłowić ogłoszenie bez wskazania na pożądaną płeć przyszłego współlokatora jest ciężko. I nie jest to bynajmniej, a przynajmniej nie zawsze, powodowane preferencjami osób, które już się wprowadziły – zazwyczaj jest to wola albo sąsiadów(!) albo właściciela mieszkania. Udało mi się znaleźć pokój w mieszkaniu, w którym było już dwóch studentów. Zanim się ostatecznie wprowadziłam jeden z nich obszedł wszystkich sąsiadów tłumacząc, że „siostra” się wprowadza i żeby źle o mnie nie myśleli. Gdy jakiś czas później szukałam kolejnego mieszkania, tym razem już z partnerem, też mieliśmy problemy. Wielokrotnie pytano nas o akt ślubu i gdy mówiliśmy prawdę nasi rozmówcy odkładali słuchawkę lub w oczy mówili, że to mieszkanie nie jest dla nas. W końcu chęć zarobku zwyciężyła i znaleźliśmy człowieka, który wynajął nam mieszkanie, ale pod warunkiem, że nie powiemy sąsiadom, że nie jesteśmy po ślubie. 

Pomimo iż nie należę do lokalnej kultury i zazwyczaj nie obowiązują mnie te same normy społeczne, miałam kłopoty mieszkaniowe. Mogę tylko wyobrażać sobie na jakie trudności natrafia Turczynka, która chce wieść podobny styl życia. Większość znanych mi kobiet kłamie i wyrzuca partnera na czas odwiedzin rodziny i modli się, żeby rodzina nie zgadała się z sąsiadami. 

Tym samym państwo i społeczeństwo stały na straży moralności już od dłuższego czasu. To jednak nie wystarcza premierowi, który w imię „konserwatywnej demokracji” chce jeszcze większej kontroli nad życiem seksualnym studentów. Rzekomo doszły go lamenty matek i ojców, którzy są przerażeni, bo ich dziecięcia nie mieszkają w moralnych warunkach. Premier zlecił kontrolę nad akademikami – jest tam bowiem tyle przestrzeni do mieszania się! Ale solą w oku są tak naprawdę prywatne mieszkania – sąsiedzi mają donosić na studentów, którzy łamią wartości rodzinne. A jak się okazało, że mieszkanie bez ślubu nie jest przestępstwem, to premier radośnie oznajmił, że stosowne zmiany w prawie mogą z łatwością być wprowadzone. Wicepremier próbował złagodzić ostry ton R.T.E., ale ten jeszcze bardziej się zagalopował proponując właśnie zmiany prawne. Pytanie kto i jak miałby nadzorować prywatne mieszkania pozostaje bez odpowiedzi. Na szczęście. Pewnie do czasu.

Problem polega na tym, że nawet jeżeli nie będzie żadnych zmian prawnych, to słowa premiera są sygnałem dla wielu jego zwolenników, którzy w imię „konserwatywnej demokracji” będą utrudniać studentom wynajem mieszkań. Z kolei ci, którzy nie będą mieć „moralnych” oporów będą mieć okazję do poniesienia czynszu. Będą bowiem ryzykować reputację wśród wszystkowiedzących sąsiadów i wyższy czynsz może im to rekompensować. Doprowadzić to może do de facto zakazu wynajmu mieszkań dla par i mieszanych grup studentów. Przy tym jak teraz wygląda wynajęcie mieszkania bez ślubu w Stambule dzięki zachęcie premiera wkrótce może to być niemożliwe z racji presji społecznej albo wyśrubowanych cen. 

Pozytywnie na nowy projekt rządu zareagowały jedynie środowiska LGBTQ – nigdy państwo tak silnie nie wspierało jednopłciowych związków. Bo skoro kobiety mieszkające z mężczyznami wchodzą z nimi w relacje seksualne, to trzeba założyć, że tego samego premier spodziewa się po mężczyznach lub kobietach dzielących pokój/mieszkanie. I tak islamski premier wprowadza homoseksualną utopię ;) 

To nie koniec pomysłów. Już dwa tygodnie temu pojawił się projekt wspierania młodych małżeństw. Moim zdaniem o wiele bardziej niebezpieczny niż kontrola mieszkań. Jak wiemy, premier marzy o silnej i prężnej Turcji. Czyli chodzi mu o tanią siłę roboczą i dużo mięsa armatniego. Stąd też od lat promuje model 3+2 a ostatnio nawet 4+2 czyli rodzice i czworo dzieci. Żeby dzieci było więcej i szybciej trzeba obniżyć wiek, w którym zawierane są małżeństwa. Średnia wieku dla kobiet to 23, 5 lat a dla mężczyzn 26,5 lat. 

Wkrótce, bo zakładam, że premier wyda stosowny dekret, studenci, którzy wstąpią w związek małżeński będą zwolnieni ze spłaty kredytu studenckiego. Genialne, prawda? Biorąc pod uwagę ogromną w Turcji presję rodziny na dziecko jak najszybciej po ślubie, wiele kobiet będzie narażone na ryzyko przerwania studiów. A bez studiów ciężej będzie o pracę, rozwód itd. W tej chwili zresztą istnieje w prawie zachęta dla kobiet żeby rezygnowały z pracy po ślubie. Kobieta, która teraz w ciągu roku od zawarcia małżeństwa zrezygnuje z pracy dostanie „odszkodowanie” w wysokości 3 pensji. Z tego co wiem większość kobiet pracujących legalnie z tego korzysta. Ja się pożegnałam w ten sposób z trzema koleżankami z pracy. Jeszcze inna zrezygnowała z pracy już przed ślubem. Znajoma pracująca w HR żegna się ze wszystkimi młodymi pracowniczkami, które wychodzą za mąż. Część z nich wraca do pracy po przerwie – często przerwie na dziecko. Mają jednak wykształcenie i doświadczenie, więc mają jak wrócić na rynek pracy, nawet jeżeli z trudnościami. Nowy pomysł premiera eliminować będzie kobiety z rynku pracy jeszcze zanim skończą studia. Tym samym wszystkie wskaźniki genderowe, które od lat w Turcji powoli pięły się w górę mają szansę spaść do poziomu sprzed nie-wiem-kiedy. 

Nie zapominajmy o tym, że dopiero kilka tygodni wraz z tzw. „pakietem demokratycznym” kobiety w chustach uzyskały dostęp do funkcji państwowych. W rezultacie bodajże cztery posłanki zjawiły się na obradach parlamentu w chustkach wywołując oburzenie ze strony wielu kolegów. Jednocześnie posłanka CHP, która ma protezę nogi jest nadal zobligowana do noszenia spódnicy mimo wielu protestów. Wielokrotnie zwracała uwagę, że zakaz noszenia spodni dla parlamentarzystek jest reliktem minionej epoki, a w jej przypadku dodatkowo obnażającym niepełnosprawność, którą chciałaby zachować dla siebie. 

Wbrew pozorom wszystko to wpisuje się w polityczną tradycję Turcji, gdzie od czasów Ataturka kobiety były polem ideologicznej bitwy. Najpierw nakazano się odsłonić i iść do pracy, nie zezwalając jednocześnie na faktyczną emancypację, gdyż ruch kobiecy niezależny od władz został zdelegalizowany. Dominował model kobiety zakrytej „od środka[1]”. Na zewnątrz miała nie nosić chusty, ale normy „moralne” obowiązywały ją takie same jak w przypadku norm religijnych. Więc po pracy do domu i do dzieci. Synów miały wychowywać na patriotów a córki na matki i żony tychże patriotów. Wprowadzony w latach 20-tych kodeks karny był tłumaczeniem kodeksu karnego faszystowskich Włoch. W ten sposób do 2004 roku, gdy wprowadzono nowy kodeks karny, zdrada małżeńska była przestępstwem, gwałt podpadał pod przestępstwa przeciw rodzinie a gwałciciel, który poślubił ofiarę unikał kary, nawet w przypadku gwałtu zbiorowego. To tylko najbardziej rażące przepisy. Kodeks cywilny, tłumaczony z francuskiego kodeksu Szwajcarii też był niewiele lepszy. Kobieta np. musiała uzyskać zgodę męża na podjęcie pracy. Nowy kodeks wprowadzono w 2001 roku. Oba akty prawne były rezultatem niezmordowanej walki organizacji kobiecych, którym udało się w znacznym stopniu poskromić anty-kobiece zapędy legislatorów. Nota bebe była to AKP pierwszej kadencji. Patrząc z dzisiejszej perspektywy aż trudno uwierzyć, że to ta sama partia polityczna poszła na aż takie ustępstwa względem żądań feministek. 

Od l.80-tych toczył się zażarty spór o prawo do edukacji kobiet w chustach, który fantastycznie został wykorzystany przez R.T.E. i który nadal służy mu do budowania poczucia wykluczenia i pokrzywdzenia przez świeckie elity. W ubiegłym miesiącu „zalegalizowano” chusty. Niemniej jednak debaty kto kobietom każe je nosić i czy ktoś każe się nie skończyły. 

Przytaczając tutaj bardzo skrótowo historię ruchu kobiecego w Turcji chciałam pokazać, że walka kobietami i życiem seksualnym nie jest narzędziem tylko tego rządu. Tak jak w wielu krajach kobiety są wygodnym polem walki o głosy wyborców i świetnym tematem zastępczym. W ostatnich tygodniach istotnie kwestie związane z wolnością kobiet są na pierwszym planie, nie jest to jednak specyfika tylko partii rządzącej obecnie. Do tej pory jednak państwo nie próbowało nadzorować tego co się dzieje poza akademikami (akademiki z ochroną studentek świetnie ilustrują wspominane wcześniej oczekiwanie wobec kobiet, że będą „zakryte od środka”). A w prywatnymi mieszkaniami zajmowali się sąsiedzi i presja społeczna. Sąsiedzi bez zinstytucjonalizowanego wsparcia są już wystarczającym utrudnieniem dla młodych „niemoralnych” ludzi a to co, może się teraz rozpętać poważnie ograniczy wolność młodych ludzi. 

Premier próbujący wytłumaczyć się z pomysłu nalotów na mieszkania, po angielsku: https://www.youtube.com/watch?v=2_d7d8DHMa4






[1] Internal veiling

środa, 9 października 2013

Zaawansowana demokracja w paczce



Panie, Panowie oto lekcja zaawansowanej demokracji.


W ubiegłym tygodniu, bodajże 30 wrześnie jaśnie panujący R.T.E. ogłosił długo oczekiwany „pakiet demokratyczny”. Niestety paczka okazała si ę pusta (gra słów z tureckiego, bo paczka i pakiet to jedno słowo ).


Po pierwsze sam fakt, że premier z doradcami za zamkniętymi drzwiami od miesięcy pracował nad owym pakietem reform rzekomo demokratycznych wiele mówi o demokratyczności zmian. Pakietu zresztą by nie było gdyby nie negocjacje z BDP i Apo (Abdullah Öcalan – przywódca PKK ( Partiya Karkerên Kurdistan – Partia Pracujących Kurdystanu)– kurdyjskiej organizacji walczącej w zależności od okresu o samostanowienie narodowe czy też autonomię lub/i prawa kulturowe i polityczne), którzy postawili taki warunek.


Tym samym rząd wedle własnego uznania przygotował zestaw reform – zdaniem Egemena Bağışa (minister ds. integracji z UE. Mistrz słowa. Polecam uwadze jego list do Parlamentu Europejskiego w sprawie protestów w czerwcu: http://www.abgs.gov.tr/index.php?p=49004&l=2) jest to najbardziej rozbudowany pakiet reform w ostatnich dekadach. I żadne państwo się na taki demokratyzujący wysiłek się nie zdobyło w znanej mu historii. Nic też dziwnego, bo przecież w Turcji mamy „zaawansowaną demokrację”. Tak, tak, kilkanaście miesięcy temu Premier ogłosił, że w Turcji osiągnięto zaawansowaną demokrację i wszystko jest już sielankowo. Ale sielanki nigdy dość, władza jest odpowiedzialna i przede wszystkim demokratyczna, więc postanowiła oktrojować więcej demokracji. Będzie jeszcze bardziej zaawansowana.


1.Języki mniejszości

Do tej pory, zgodnie z traktatem lozańskim za mniejszości w Turcji uznawani byli tylko chrześcijanie. Też nie wszyscy, bo Syriaków to nie dotyczyło (bardzo ciekawa grupa – jeden z najstarszych kościołów chrześcijańskich. Oderwali się od Rzymu w V wieku na tle sporów podczas jakiegoś soboru – nie jestem biegłą w kwestiach teologicznych. Grunt, że przetrwali mimo, że bardzo ucierpieli w czasie ludobójstwa Ormian – często byli wypędzani razem z ormiańskimi sąsiadami. Potem w l.90-tych gdy Kurdowie walczyli z armią turecką ich wioski były polem bitwy, więc znów dostali w kość. Obecnie większość chyba mieszka zagranicą).

Kurdowie, Czerkiesi, Tatatarzy, Lazowie i jeszcze kilkanaście grup etnicznych nie miało co liczyć na uznanie swoich praw kulturowych. Kurdowie, jako najliczniejsi (upraszczając) od dekad domagali się uznania kurdyjskiego za drugi język oficjalny. Wraz z wybuchem konfliktu w l.80-tych kurdyjski był zakazany i oficjalnie uznany za dialekt tureckiego (kilku Turków, których znam nadal tak twierdzi. A jak ich pytam, czy są w stanie coś zrozumieć z rozbrajającą szczerością mówią, że nie. Otóż kurdyjski należy do indoeuropejskiej grupy językowej, więc bliżej mu do polskiego niż tureckiego. Tym samym nie może być mowy, że to jakiś zawiły dialekt tureckiego). W okolicach 2008/9 złagodzono politykę wobec kurdyjskiego – można było go używać publicznie, zaczęły powstawać filmy. Turecka telewizja państwowa – TRT, uruchomiła kanał po kurdyjsku. TRT6 stał się oczywiście tubą propagandową rządu adresowaną do Kurdów. Żeby nie było nieporozumień: kurdyjskie, nie-pro-rządowe portale informacyjne bez zmian są blokowane w Turcji.

Po kilku latach zezwolono na kurdyjski jako zajęcia dodatkowe w szkole. W tym roku akademickim miał ruszyć pierwszy uniwersytet z kurdyjskim, jako przedmiotem studiów.

Mimo tych zmian, kurdyjski nadal nie jest de facto uznawany za język równoprawny z tureckim. Np. mimo wielu protestów, strajków – nawet głodowych – nie uznano prawa do posługiwania się kurdyjskim podczas postępowania sądowego. Wielu kurdyjskich działaczy politycznych odmawia mówienia po turecku w sądzie.

Wspaniały pakiet demokratyczny łaskawie zezwala na prowadzenie kampanii politycznych w innych językach niż turecki i zezwala też na otwarcie prywatnych szkół z kurdyjskim. Żart? Nie, niestety nie. Jako Prorok Neoliberalizmu Premier uznał, że prywatne szkoły rozwiążą problem. Nie trzeba wprowadzać żadnych zmian, broń boże uznać czyichkolwiek praw kulturowych. Jak mają pieniądze niech sobie uczą się tego barbarzyńskiego języka – tak należy rozumieć wspaniałomyślny gest rządu. I całe dyskusje o równouprawnieniu, niedyskryminacji, roli państwa w promowaniu dwujęzyczności itd. poszły w las. Pomijając już to, że to farsa, a nie „demokracja” trzeba też pamiętać, że Kurdowie nie należą do finansowej elity kraju czyli prywatnych szkół kurdyjskich szybko nie zobaczymy. Ale nawet jeśli, to co się stało z prawem do państwowej edukacji gwarantowanym konstytucyjnie?

Ach, zapomniałabym – zalegalizowano litery „w,x,q” – tak, tak, te litery były nielegalne, bo pochodziły z kurdyjskiego. Zawsze mnie to też bawiło, bo moje tureckie papiery od lat zawierały nielegalną literę. Ale to było najwidoczniej polskie „w” a nie kurdyjskie….

Najzabawniejsze, że pomimo iż ta „reforma” jest co najmniej kulawa doprowadziła do czkawki nacjonalistów z MHP (Partia Ruchu Narodowego), którzy upatrują się w tym próby podzielenia kraju.


2. Próg wyborczy

W Turcji obowiązuje wysoki próg wyborczy – 10%. To, w połączeniu ze sposobem przeliczana głosów, który faworyzuje zwycięzców, sprawia, że scena polityczna jest do znudzenia stabilna – taki był cel progu. Kurdowie też nie mają dzięki temu za wiele do powiedzenia – to też jeden z powodów dla tak wysokiego progu.

W ramach pakietu premier wyraził gotowość do negocjacji tej kwestii i obniżenia do 3 lub 5% lub wprowadzenia okręgów jednomandatowych. Opozycja przyjęła tą propozycję bardzo entuzjastycznie.


3. Dyskryminacja

Kodeks karny ma zostać uzupełniony o paragraf zakazujący dyskryminacji ze względu na „styl życia”. Cokolwiek to znaczy. Mowy nienawiści chyba nie planują kryminalizować.


4. Chusty

Do tej pory chusty teoretycznie zakazane były we wszystkich miejscach publicznych. Nominowani przez AKP rektorzy przymykali jednak oko na studentki w chustach. Teraz, z wyj., wojska i sędzin, kobiety pracujące w sektorze publicznym będą mogły nosić chustę.

Na marginesie dziś wyrzucona z pracy została prezenterka, która pokazała za dużo dekoltu. Wczoraj rzecznik AKP Hüseyin Çelik wypowiedział się negatywnie o jej ubiorze (wprawdzie nie podał jej imienia) a dzisiaj dostała wypowiedzenie. Dekolt do wglądu: http://www.hurriyet.com.tr/gundem/24869597.asp


5. Alewici

Już od dłuższego czasu alewici czekają na formalne uznanie jako mniejszość religijna. Chętnie bowiem wypisaliby dzieci z lekcji islamu sunnickiego w szkole. Albo wymazaliby „islam” z dowodów osobistych itp. Muszą się za to zadowolić zmianą nazwy uniwersytetu w Kapadocji z Universytetu Nevşehir na Uniwersytet im. Hacı Bektaşi Veli.

Z tymi nazwami to też już nie pierwszy raz – trzeci most w Stambule miał być nazwany imieniem sułtana, który wymordował kilka tysięcy alewitów. Ale łaskawie postanowiono jednak zmienić nazwę.


6. Prawo o zgromadzeniach


W pakiecie mowa jest o przypisywaniu policyjnych obserwatorów po cywilnemu. Dozwolony czas demonstracji ma się też wydłużyć –teraz można do zachodu słońca.

Poza pakietem jednak pojawił się lepszy pomysł. Otóż w parlamencie czeka projekt ustawy pozwalający policji prewencyjnie aresztować osoby podejrzewane o chęć zorganizowania demonstracji. To dopiero zaawansowana demokracja!


7. Syriacy

Syriakom zostanie zwrócony klasztor Mor Gabriel.


8. Przysięga

„Jestem Turkiem. Jestem uczciwy i pracowity. Moje zasady to ochrona młodszych, szacunek dla starszych, miłość do ojczyzny i narodu większa niż samego siebie. Moim ideałem jest wzrastać, stawać się lepszym. Hej, wielki Ataturku! Przysięgam bez ustanku podążać wyznaczoną przez ciebie drogą, ku wskazanym celom. Moje istnienie jest prezentem dla tureckiego istnienia. Jakże szczęśliwy jest ten, kto mówi ‘jestem Turkiem’”.[1]

Taką przysięga każdego poniedziałkowego poranka dzieci zaczynały tydzień. Tymi też słowami żegnały się w piątek ze szkołą. Nie muszę chyba poddawać szczególnej analizie tej przysięgi, bo od razu wiadomo co z nią jest nie tak: w s z y s t k o.

Tego już nie będzie. MHP zapłakało nad starą dobrą, szowinistyczną przysięgą.


9. Partie

Wprowadzone ma być finansowanie partii z budżetu państwa – nie znam szczegółów.

10. Nazwy wsi

Przywrócone mają być orginalne nazwy miast i wsi w Anatolii. Znaczy się nie-tureckie nazwy.


Zmian w pakiecie było jeszcze kilka – nie wszystkie są smakowite i nie wszystkie są jasne. Teraz o tym, czego nie ma w paczce:


  • Praw mniejszości uznawanych bez wyjątku – czyli zgodnie z normami międzynarodowymi.

  • Zmian w prawie karnym i „prawie do walki z terroryzmem” - obecne zapisy pozwalają na więzienie dziennikarzy, studentów i aktywistów pod zarzutami działalności terrorystycznej. W Turcji jest więcej dziennikarzy w więzieniach niż w Chinach. Podobnie Turcja ma najwięcej terrorystów w więzieniach. To dzięki tak wspaniale skonstruowanemu prawu i kreatywnym prokuratorom, którzy nawet studentów domagających się bezpłatnej edukacji sklasyfikowali jako terrorystów i w rezultacie odsiadują 6ścio letni wyrok. Takich przykładów są setki. 


Pewne kwestie nie wymagają też rozwiązywania, bo de facto nie istnieją. Tak np. chusty już nikogo nie dziwią – stały się elementem codzienności. Klasztor Mor Gabriel został wywalczony w sądzie – nie ma czego oddawać. Można by za to Grekom pozwolić otworzyć seminarium….

Nie ma też nic o ukróceniu samowoli i bestialstwa policji…

Tak w skrócie wygląda zaawansowana turecka demokracja ulepszona oktrojowanym pakietem demokratycznym.


Kampanię wyborczą uważam za otwartą, bo innemu celowi ta żałosna farsa nie mogła służyć.





[1] Türküm, doğruyum, çalışkanım.
İlkem; küçüklerimi korumak,
büyüklerimi saymak,
yurdumu, milletimi özümden çok sevmektir.
Ülküm; yükselmek, ileri gitmektir.
Ey büyük Atatürk!
Açtığın yolda, gösterdiğin hedefe, hiç durmadan yürüyeceğime and içerim.
Varlığım, Türk varlığına armağan olsun.
Ne mutlu Türküm diyene!