wtorek, 25 lutego 2014

Legislacyjna trojka a przedterminowe wybory


W Turcji nieszczęścia legislacyjne nie chodzą parami a trójkami. W parlamencie wylądował już projekt nowej ustawy o MIT (Narodowa Organizacja Wywiadowcza), która rozszerza uprawnienia wywiadu a właściwie wyłącza go spod jurysdykcji prawa. Oto kilka z ważniejszych nowych zasad funkcjonowania MIT:

· Pracownicy MIT otrzymają niejako immunitet chroniący ich od postępowania prokuratorskiego w związku z działalnością wywiadowczą. Innymi słowy czegokolwiek się dopuszczą w czasie służby nie podlega prokuratorskiej jurysdykcji,

· MIT będzie mógł od tak po prostu mieć w wgląd w dane obywateli przechowywane przez inne organy państwowe oraz prywatne instytucje, np.banki,

· W razie opublikowania dokumentów należących do MIT nie tylko dziennikarz i edytor, ale także właściciel danego medium może być pozbawiony wolności na okres minimum 3 lat,

· Będą mogli podsłuchiwać wszystko i wszystkich, nawet zagranicą, 

· Pracownicy MIT nie będą mogli być wzywani w charakterze świadków

Poszerzono też zakres działalności MIT, która jeżeli nowa ustawa wejdzie w życie (pytanie bardziej jest kiedy a nie czy), rozciągnie się na ochronę ministerstw, międzynarodową działalność wywiadowczą i bezpieczeństwo narodowe. Innymi słowy wszystko będzie podlegać pod działalność MIT, ale nikt i nic, z wyj. zapewne premiera, nie będzie miał kontroli nad poczynaniami agencji. 

Dlaczego teraz i dlaczego wszystkie te ustawy naraz? Wygląda na to, że rząd przygotowuje się do przedterminowych wyborów parlamentarnych. W marcu br. odbędą się wybory lokalne, które będą prawdziwym sprawdzianem siły po czerwcowych zamieszkach i nadal toczącej się wojny RTE z cemaat F. Gulena. Wyrazem tej wojny jest m.in. ujawnienie korupcji rządu i nieustannie wyciekające kompromitujące nagrania. Dzisiaj np. wyciekła rozmowa premiera z synem z 17go grudnia, czyli pierwszej fali aresztów afery korupcyjnej. Premier zaalarmowany zatrzymaniami kazał ukochanemu Bilalowi pozbyć się gotówki z domu. Chodziło o, bagatela, 30 mln Euro. 

Jeżeli AKP uda się utrzymać Stambuł i Ankarę, to jest szansa, że sierpniowe wybory prezydenckie zostaną połączone z parlamentarnymi. Wprawdzie konstytucja jeszcze nie przewiduje systemu prezydenckiego, który marzy się RTE, nic nie wyklucza jednak zmian po wyborach. Wzrost gospodarczy wyraźnie zwolnił, inflacja wzrosła a lira straciła z 20% w porównaniu do grudniowej wartości. Rząd interweniował już wrzucając na rynek ryż z rezerw państwowych, bo ceny wzrosły wielokrotnie. Dla niewtajemniczonych ryż w Anatolii jest tym czym ziemniak w Polsce. Wszystko więc wskazuje na to, że „cud gospodarczy”, cudem nie był, a zwykłym napędzaniem koniunktury za pomocą kredytów i spekulacji nieruchomościami w połączeniu z praniem irańskich i saudyjskich pieniędzy. AKP musi się więc spieszyć z wyborami zanim kryzys zacznie się na dobre i ludzie nie zechcą ich znów u steru. 

Oprócz spowalniającej gospodarki wizerunkowo AKP i RTE dużo też stracili przez ostatnie kilka miesięcy. W 2011 w wyborach powszechnych AKP zdobyła 50% głosów, natomiast obecnie premier poprzeczkę stawia na wys. 38% w lokalnych wyborach. Widać więc wyraźnie, że poparcie dla partii rządzącej spada i jeżeli trend ten się utrzyma, zwlekanie z wyborami powszechnymi do przyszłego roku jest ryzykowne. 

Elementem kontroli ryzyka są nowe ustawy, które pozwolą rządowi skuteczniej monitorować i kontrolować obieg informacji. Wspominane już nagrania premiera interweniującego w sprawie paska informacyjnego w Haberturk czy nakazującego synowi schować 30 mln. Euro będą znikać z Internetu w ciągu 4h. Jeżeli jakiś prokurator miałby szalony pomysł wszcząć postępowanie wobec kogokolwiek z kręgu premiera z nową ustawą o HSYK będzie to trudne. Głównie dlatego, że prokuratorzy będą „staranniej” dobrani. Z kolei MIT ma szansę stać się gwardią przyboczną premiera odkąd ten stracił zaufanie do policji. Z takim zestawem ułatwień myślę, że RTE zechce zwołać przedterminowe wybory zanim sytuacja gospodarcza wyślizgnie się spod kontroli. 

Niestety to czy przedterminowe wybory się odbędą czy nie, nie ma znaczenia z punktu widzenia rządów prawa i podziału władz. Zmiany w HSYK i MIT zrywają bowiem z tymi podstawowymi zasadami systemu demokratycznego. Bez niezawisłych sądów i z upolitycznioną omnipotentną agencją wywiadowczą z tureckiej demokracji zostanie już tylko fasada. Mocno zresztą nadkruszona.

Tutaj link do przetłumaczonej na angielski rozmowy premiera z synem w sprawie 30 mnl. Euro z 17-go grudnia 2013 http://erdogansdollars.blogspot.se/

środa, 19 lutego 2014

Dusząca zasłona dymna



Przez kilka tygodniu rząd był w defensywie w związku z afera korupcyjną, więc niewątpliwy mistrz politycznego marketingu RTE przygotował nam nowy koszmar. Chodzi o Internet. Jest to tak naprawdę bomba hukowa, bo zaakceptowana dzisiaj przez prezydenta ustawa wprowadza poważne ograniczenia w swobodzie korzystania z sieci oraz właściwie pozbawia użytkowników jakiejkolwiek prywatności. Ale te oskarżenia to znów ataki takich złośliwców jak ja, bo przecież chodzi o Rodzine i młode pokolenie, które wyrasta z technologią, ale musi być strzeżone przed jej zgubnymi skutkami. 

Sytuacja i bez nowego prawa była już beznadziejna z prawie 40 tysiącami stron zablokowanych nakazem sądu. Do tego jeszcze należy dodać strony blokowane wedle własnego klucza przez uniwersytety i szkoły. Za moich czasów na studiach w Anatolii wiele stron dostępnych w kawiarenkach internetowych nie działało na terenie kampusu. I nie chodzi o oczywiste pornole, a o strony dotyczące konfliktu w regionie. 

Teraz będzie jeszcze lepiej – lepiej dla rządu oczywiście. Czyli co? Strona zgłoszona do zamknięcia będzie zamykana w trybie 24-ro godzinnym, a nawet w ciągu 4 godzin. Nie będzie wymagane orzeczenie sądu, bo wystarczy decyzja TIB (Ministerstwo Telekomunikacji i Komunikacji). Możliwa dotychczas prosta zmiana DNS nie będzie już możliwa. Na dodatek dostawcy Internetu są zobowiązani przechowywać dane o aktywności użytkowników przez okres 2 lat. Nie będzie już potrzebna zgoda sądu na wgląd w te dane, bo będą one dostępne na życzenie. Co więcej, jeżeli delikwent będzie chciał wejść na stronę z czarnej listy – nawet będąc nieświadomym – będzie to również zarejestrowane. 

Z nowym prawem w ciągu 4h znikną z Internetu pewnie takie rewelacje jak telefon RTE do szefa jednej z największych stacji telewizyjnych Haberturk 4 czerwca kiedy to premier osobiście zaangażował się w ustalanie treści paska informacyjnego. Trzeba też uznać w tym przypadku oddanie premiera sprawie, bo przebywał wówczas służbowo w Afryce Północnej. Po tym jak ta rozmowa wyciekła do Internetu wiele innych, m.in. z udziałem syna premiera, Bilala (nota bene tego, który miał aresztowany, ale tatuś wymienił prokuratorów z dnia na dzień i do aresztowania nie doszło) wyszły na jaw pokazując kolejny wymiar korupcji i sięgających wszędzie macek premiera i jego kliki. 

A jak już jesteśmy w temacie wymiany prokuratorów, to spieszę z donosem, że to było preludium do większej operacji. HSYK (Wysoka rada sędziów i prokuratorów) też doczekała się pakietu reform. Przedwczoraj parlament zatwierdził pakiet reform wprowadzający ministra i wiceministra sprawiedliwości w skład Rady. Co więcej, minister będzie miał prawo wpływać na organizację Rady włącznie ze zmianami personalnymi. W momencie podpisania ustawy przez prezydenta i opublikowania w Oficjalnej Gazecie Republiki Tureckiej[1] WSZYSCY w Radzie i pracujący dla niej będą odwołani i w ciągu 10 dni minister powoła nowy skład. Odwołani członkowie Rady nie będą mieli możliwości odwołania się o decyzji. Innymi słowy Rada zostanie podporządkowana władzy wykonawczej czyli upolityczniona. Niezawisłość sądów, i tak już wątpliwa, będzie tylko bajką. Po zmianach 22-u osobowa Rada będzie potrzebowała głosów tylko 12 członków, w tym ministra i wiceministra sprawiedliwości, którzy będą teraz równoprawnymi członkami. Czyli de facto wystarczy 10 osób. 

Jest to krok wstecz po tym jak w 2010 wprowadzono wybory wśród 12 tysięcy sędziów i prokuratorów w wyniku których obsadzane były stanowiska w Radzie. 

Nie ma co się smucić ograniczaniem niezawisłości sądów tudzież agresywną cenzurą. Wiedzieć będziemy mniej, więc okazji do frustracji będzie mniej i zadowolenie społeczne wzrośnie. Lub przynajmniej emigracja. Zostaną Ci, co w premiera wierzą i w ten sposób RTE osiągnie obiecywaną zaawansowaną demokrację. Alleluja!




[1] Odpowiednik Dziennika Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej

poniedziałek, 3 lutego 2014

Ali Ismail Korkmaz



Kolejny odcinek sądowej farsy w wersji anatolijskiej. Dzisiaj odbyła się pierwsza rozprawa oskarżonych o pobicie i zamordowanie Ali Ismaila Korkmaza. Ali Ismail został brutalnie pobity w nocy z 2 na 3 czerwca 2013 podczas antyrządowych protestów. Po 40 dniach na oddziale intensywnej terapii zmarł. Od początku policja próbowała manipulować materiałem dowodowym, który nawet na kilka tygodni „zniknął”. Dzięki uporowi rodziny, adwokatów i uwadze tysięcy ludzi udało się doprowadzić do identyfikacji i zatrzymania podejrzanych. 

Oficjalnie ze względów bezpieczeństwa, a tak naprawdę żeby utrudnić dojazd zainteresowanym sprawę przeniesiono z właściwego dla niej sądu w Eskisehir do Kayseri. Tam też dzisiaj odbyła się pierwsza rozprawa. Przeniesienie jednak nie wystarczyło. Kilka ulic dookoła sądu zostało zamkniętych dla ruchu na czas trwania rozprawy, czyli do 5 lutego. Okolicy „strzeże” 2 tysiące policjantów, helikopter i armatki wodne. Na głównych drogach dojazdowych do Kayseri ustawiono policyjne check-pointy, na których sprawdzana jest tożsamość osób jadących w stronę Kayserii. W ten sposób zatrzymano autobusy z ludźmi, którzy chcieli uczestniczyć w rozprawie. Również przy wjeździe do miasta ustawione są posterunki policji, gdzie legitymowani są wjeżdżający do miasta. Innymi słowy w Kayseri wprowadzono stan wyjątkowy. 

W sądzie pojawiło się z 200 prawników, parlamentarzystów i przedstawicieli partii opozycyjnych. Nie zezwolono na udział natomiast rodzinom pozostałych chłopaków zamordowanych latem przez policję. 

Przebywających w areszcie Mevlüt Saldoğan, İsmail Koyuncu, Ramazan Koyuncu, Muhammet Vatansever oraz Ebubekir Harlar oskarżono o morderstwo z premedytacją i prokurator domaga się kary dożywocia, natomiast odpowiadających z wolnej stopy policjantów: Şaban Gökpınar, Hüseyin Engin i Yalçın Akbulut oskarżono o współudział w morderstwie i grozi im od 10 do 15 lat pozbawienia wolności. 

Część oskarżonych zapiera się, że na oczy w życiu nie widzieli Ali Ismaila. Jeden z policjantów przyznał, że go lekko kopnął żeby zmotywować chłopaka do podniesienia się z ziemi. Inny zaś słyszał jakieś przekleństwa ze strony Alego, ale miał go w ogóle nie tknąć. 

W czasie zeznań oskarżonych matka Alego trzymałą cały czas jego zdjęcie. Rozprawę przerwano, gdyż jeden z obecnych członków rodziny oskarżonych rzekomo miał przy sobie broń. Policja po przeszukaniu stwierdziła, że będący w aktywnej służbie policjant nie miał przy sobie broni. Co innego twierdzą prawnicy, którzy zaalarmowali ochronę na widok broni. 

W czasie rozprawy doszło też do kilku emocjonalnych komentarzy ze strony rodziny zamordowanego Alego. Jego matka zaskoczyła wszystkich gdy na komentarz „psy przyszły” obruszyła się i powiedziała, że nie należy tak ubliżać zwierzętom. 

Niestety mało kto ma nadzieję, że dojdzie do skazania oskarżonych. 





Tutaj „odnalezione” nagranie z pobicia Alego: http://webtv.radikal.com.tr/turkiye/4806/ali-ismaili-boyle-oldurmusler.aspx

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Wszyscy jesteśmy Ormianami

Znowu wpis o rocznicy i znowu krwawej. 19 stycznia 2007 zamordowany został ormiański dziennikarz i aktywista Hrant Dink. Nie był to ani wypadek ani przypadek. Była to egzekucja „zdrajcy narodu” wykonana przez strzał w plecy na ulicy przy siedzibie redakcji Agosu – jego dwujęzycznej gazety. Dink przez lata otrzymywał groźby, był też trzykrotnie sądzony za obrazę „tureckości” i raz skazany na poł roku za obrazę tejże właśnie. 

Dink miał bowiem czelność mówić o rzezi Ormian w 1915 nie jako o rzezi właśnie, jak wolą Turcy, ale jak o ludobójstwie. A tego publicznie powiedzieć nie wolno. Niepublicznie też raczej nie. A za odwagę mówienia idzie się do więzienia jako zdrajca. Celem Dinka było nie tyle wkurzanie Turków, co nawiązanie dialogu i próba rozliczenia się z przeszłością. Jego pismo, Agos, pierwsze dwujęzyczne (wcześniej istniały pisma tylko po ormiańsku) pismo adresowane było/jest zarówno do mniejszości ormiańskiej w Turcji, do diaspory i mieszkańców Armenii, ale także do Turków. 

Dinkowi wielokrotnie grożono. Policja w Trabzonie, skąd pochodzi zabójca, wiedziała o planowanym zamachu. Nie zrobiono jednak nic żeby powstrzymać zamachowca. Policja miała wiedzieć o zamachu, ponieważ jeden z oskarżonych o przygotowanie zabójstwa miał być policyjnym informatorem – oficjalnie tego nie potwierdzono o ile mi wiadomo. 

Już następnego dnia po zamachu, 17-sto letni Ogün Samast był w areszcie, gdzie aresztujący go policjanci pozowali z nim do zdjęcia na tle tureckiej flagi. Żeby nie było złudzeń: Samast został ujęty jako bohater, nie zamachowiec. Bohater, bo przecież Hrant był zdrajcą. 

W czasie przesłuchania Samast od razu przyznał się do zabójstwa. Zeznał też, że działał sam. W związku z takim oświadczeniem, zatrzymanych w tej sprawie innych podejrzanych o współudział Yasina Hayala i Erhana Tuncela zwolniono. 

Rodzina Dinka domagała się śledztwa i dotarcia do osób, które pomogły Samastowi. Ich zdaniem chłopak nie mógł sam tego zorganizować. 17-sto letni Samast, który nie skończył nawet szkoły w zaskakująco łatwy sposób odnalazł siedzibę gazety po tym, gdy podając się za studenta z Ankary Dink odmówił spotkania z nim. Wujek zabójcy też wyraził wątpliwości co do jego samodzielności. Początkowo sąd uznał, że Samast działał sam i skazał go na 22 lata pozbawienia wolności. 

Dopiero w maju 2013 roku prawnikom rodziny Hranta udało się doprowadzić do skazania Yasina Hayala na dożywocie za zorganizowanie zamachu. Dostał też dodatkowy rok za groźby pod adresem noblisty Orhana Pamuka. To zresztą nie jedyne jego kryminalne osiągniecia: brał też udział w zamachu bombowym na McDonald’sa w Trabzonie oraz na misjonarza. 

Ersin Yolcu i Ahmet İskender zostali skazani na 12 lat za współudział. Erhan Tuncel z kolei został wówczas zwolniony, ale ponownie zatrzymany w październiku oraz styczniu br. 

Po tylu latach udało się wreszcie ukarać ludzi bezpośrednio związanych z zamachem. Pozostaje jednak wiele pytań i wątpliwości. Nadal bowiem nie pociągnięto do odpowiedzialności komendanta policji w Trabzonie, który mógł, jeśliby chciał, zapobiec zamachowi. Wręcz przeciwnie, doczekał się szybkiego awansu. 

Fuat Turgut, adwokat Hayala był z kolei zamieszany w spisek znany pod kryptonimem „Ergenekon”, miał też powiązania z ultra-nacjonalistyczną Wielką Partią Jedności. Wydaje się więc ewidentne, że ta sprawa ma jeszcze drugie dno i prawdziwi mocodawcy nie zostali jeszcze odkryci. I pewnie nigdy nie będą przy obecnym stanie rządów prawa w Turcji. 

Wczoraj popołudniu ulicami Stambułu przeszły dziesiątki tysięcy ludzi chcących upamiętnić Hranta i domagających się sprawiedliwości. Skandowano m.in. „Wszyscy jesteśmy Hrantem, wszyscy jesteśmy Ormianami”. Morderstwo Hranta nie jest jednak wyjątkiem i nie tylko o sprawiedliwość dla niego wczoraj wołano. W rocznicę rozpoczęcia ludobójstwa Ormian 24 kwietnia 2011 od kuli kolegi zginął poborowy ormiańskiego pochodzenia Sevag Balıkçı. I tak jak sąd nie brał pod uwagę nacjonalistycznych motywacji Samasta, tak w przypadku zabójstwa Sevaga sąd uznał, że to był wypadek. Dziwny to wypadek, gdy w taki dzień ginie Ormianin. Nie powinno to jednak dziwić w kraju, gdzie premierowi zdarzyło się powiedzieć „za przeproszeniem Ormianin”. Tak, bycie Ormianinem w Turcji to bycie czymś gorszym, bo nawet nie kimś gorszym. 

Żeby nikt nie zapomniał gdzie jest miejsce Ormian w Turcji strona Agosu została wczoraj shakowana. Pojawił się portret Ataturka ze sztandarowym cytatem "Jakże jestem szczęśliwy będąc Turkiem". Zacytowano też słowa Hranta, za które został skazany i dpisano: "Nie zapomnieliśmy tych słów (chodzi o cytat Hranta) i nie pozwolimy ich zapomnieć! Nawet gdy na świecie zostanie jeden Turek, będziemy na waszym tropie. Nie zapominajcie o tym! To sprawa Ojczyzny!"

To nie koniec rocznicowych niespodzianek. Wczoraj policjanci stojący tuż przy siedzibie Agosu, gdzie znajduje się tablica upamiętniająca Hranta Dinka, mieli na głowach białe czapki. Przy temperaturze 18 stopni. Białą czapkę nosił morderca Dinka…

Galeria zdjęć z wczorajszego marszu: 
http://www.radikal.com.tr/fotogaleri/turkiye/7_yil_oldu_hala_adalet_bekliyoruz_hrant_dink-1171537-2

czwartek, 16 stycznia 2014

Łapówkowa zawierucha

Od połowy grudnia nad Bosforem wrze. Dokonało się więcej zmian niż w czasie ulicznych protestów w czerwcu. Niestety okazało się też, że premier ulepiony jest z wyjątkowo trwałego ścierwa i nie porzuca władzy tak łatwo jakby można mieć nadzieję. 

Pierwsza fala aresztowań mnie ominęła, bo byłam akurat w Polsce. Oglądając w polskiej telewizji synów najważniejszych ministrów i zauszników RTE skutych i odprowadzanych w asyście policji miałam wrażenie, że to jakaś szopka noworoczna. Tymczasem dziś zrealizowano trzecią już falę aresztowań. W międzyczasie premier wymienił 10 członków rządu i 350 wysokich rangą funkcjonariuszy policji. 

Wśród zatrzymanych i aresztowanych są zarówno politycy i ich rodziny oraz wielkie szychy biznesu – głownie sektora budowlanego, którzy na szalonych projektach i wyłudzonych pozwoleniach na budowy zarabiali bajońskie pieniądze.

Największym szokiem było zatrzymanie 17 grudnia Abdullah Oğuz Bayraktara (syn ministra środowiska i urbanizacji), Barış Gülera (syn ministra spraw wewnętrznych) oraz Salih Kağan Çağlayana (syn ministra ds. gospodarki). Wymieniać tu ponad 120 nazwisk nie ma sensu, bo tyle osób zostało dotychczas zatrzymanych w związku z aferą korupcyjną. Około 30 przebywa nadal w areszcie oczekując na rozprawę. Na liście osób do zatrzymania pojawiło się też nazwisko syna premiera, Bilala, który zrobił fantastyczną karierę w sektorze transportu morskiego. Niestety wymienieni komendanci policji odmówili wykonania zatrzymań na polecenie prokuratora. 

Lista zarzutów jest oniemiająca: spekulacje złotem, handel pozwoleniami na budowy, fałszowanie dokumentów, defraudacja, przyjmowanie łapówek, wywieranie nacisku na polityke ministerstw przez synów polityków, nielegalne transfery pieniędzy. 

W trakcie przeszukań policja skonfiskowała 17,5 mln TL (prawie 6mln Euro). Są to pieniądze znalezione w gotówce w mieszkaniach zatrzymanych. Rekord pobił CEO Halkbanku, który m.in. w pudełkach po butach trzymał 14 mln lir. 

Według policji aresztowani są wynikiem prowadzonych od 2012 trzech odrębnych śledztw. Według premiera to zagraniczny spisek F.Gulena i jego zwolenników. Pocieszające jest to, ze policja potraktowała łapówkarzy na równi z innymi obywatelami, bo aresztowania odbyły się w kilku miastach w tym samym czasie we wczesnych godzinach porannych, czyt. ludzi wywleczono z łóżek. 

O dziwo premier wyszedł z tego obronną ręką pozbywając się niewygodnych ludzi i grając kartą ofiary. 

Natomiast policjant, który do przeszukiwanego mieszkania jednego z synów ministrów zamówił jedzenie, bo był głodny został przeniesiony. Kobieta, która z pudełkiem po butach przyszła na demonstrację została zatrzymana, bo okazuje się, że pudełko po butach jest teraz symbolem politycznym :D 

Więc normalne nadbosforskie szaleństwo trwa i nie ma co się łudzić, że to jakaś nowa era i że państwo prawa zacznie działać w Turcji. Po prostu komuś zależało na tym by potrząsnąć premierem i wyłudzić od niego więcej obietnic, wpływu na władzę lub nikt-nie-wie-o-co-poszło. Bo pewne jest jedno – gdyby nie czyjaś (F.Gulena) wola całej tej afery by nie było. Nie jest bowiem tak, że to wszystko zaczęło się nagle. 

W międzyczasie wyciekły też jakieś seks-nagrania brata premiera – to miało rzekomo przesądzić o zamknięciu w Turcji Vimeo. 



sobota, 28 grudnia 2013

Dwa lata od masakry w Uludere

28 grudnia 2011 w nocy tureckie siły powietrzne zbombardowały grupę przemytników zabijając 34 osoby w tym kilkoro dzieci (10-11 lat).

Według oficjalnej wersji był to wypadek, bo celem mieli być partyzanci PKK. Władze poniekąd oskarżały zabitych o bombardowanie, bo przecież nie musieli nielegalnie przekraczać granicy. Warto zaznaczyć, że nie byli to przemytnicy broni czy narkotyków - przerzucali przez granicę cukier i ropę. Oba produkty są drogie w Turcji (benzyna i ropa w Turcji należą do najdroższych na świecie), więc najzwyczajniej przerzucali rzeczy, które łatwo można spieniężyć lub wykorzystać do ogrzewania domów zimą. 

Winnych nie ma do tej pory. Śledzwa (rzetelnego) też nie. Są tylko rodziny i tysiące wściekłych ludzi regularnie się zbierających i regularnie atakowanych przez policję. 

Żołnierze izraelscy atakujący Mavi Marmara to przestępcy. Tureckie Siły Zbrojne bombardujące nastoletnich cywili po prostu popełniają błędy. 

Krótki dokument nt. masakry. Występuje też jeden z ocalałych. Ostrzegam – jest kilka bardzo drastycznych ujęć spalonych zwłok. https://www.youtube.com/watch?v=kNbV6GGa4kI#t=284

piątek, 20 grudnia 2013

Powrót do życia


Nie mając jeszcze pomysłu jak opisać bieżącą aferę korupcyjną, która jest kolejną odsłoną sygnalizowanego już wcześniej rozejścia się między ruchem Fetulaha Gulena a AKP, wrócę do wydarzeń z grudnia 2000 roku…

Od połowy lat 90-tych trwał dość silny ruch oporu wobec więzień typu „F”. Są to pojedyncze cele, w których zamknięci są głównie więźniowie polityczni. Kontakt z innymi więźniami ograniczony jest do minimum, a w wielu przypadkach całkowicie zabroniony. Prawo do wizyty przysługuje dwa razy w miesiącu, podobnie rozmowa telefoniczna. Teoretycznie w wyniku akcji protestacyjnych i głodówek, o których więcej za chwilę, więźniowie mają prawo spędzić kilka godzin tygodniowo w większej grupie, ale jest to raczej przywilej niż prawo, więc często spędzają miesiące w zupełnej izolacji. Jeżeli chodzi o sanitarno-lokalowe warunki, to nawet Europejski Komitet Przeciwdziałania Torturom wyraził się pochlebnie o tych więzieniach. Izolacja natomiast, zdaniem wielu organizacji monitorujących przestrzeganie praw człowieka m.in. Amnesty International czy Human Rights Watch, jest formą nieludzkiego traktowania.

Pierwsze akcje protestacyjne i strajki głodowe zaczęły się w połowie lat 90-tych. W 1996 roku 12 więźniów zmarło na skutek strajku głodowego – protestowali przeciwko przeniesieniu z cel zbiorowych do nowo otwartych cel typu „F”. Podobnie, 20 października 2000 roku 865 więźniów podjęło strajk głodowy zapowiadając, że są gotowi na śmierć głodową. Byli to więźniowie polityczni, lewacy. Domagali się przede wszystkim zlikwidowania więzień typu „F”, ale także pomocy lekarskiej i finansowej dla osób z nieodwracalnymi stratami na zdrowiu w wyniku strajków głodowych w 1996, odwołania ministrów i oficerów odpowiedzialnych za wcześniejsze akcje pacyfikacyjne w więzieniach, w wyniku których kilkadziesiąt osób straciło życie lub zdrowie.

19 grudnia 2000r. w nocy wojsko i żandarmeria wkroczyły do 20 więzień w ramach akcji pacyfikacyjnej pod kryptonimem „Powrót do życia”. W wyniku ataków, w których użyto miotaczy ognia, granatów, ostrej amunicji i bardzo dużej ilości gazu, zginęło 30 więźniów. W wielu więzieniach wybuchły pożary. W Bayrampaşa kobietom uciekającym od ognia podawano koce nasączone fosforem. Mnóstwo osób odniosło ciężkie obrażenia.

Władze i media podawały, że więźniowie stawiali opór i mieli nawet strzelać z karabinów maszynowych, które rzekomo pochowane w celach. Mieli też podpalać własne cele, w których byli zamknięci.

20 grudnia przetransportowano do więzień typu „F” 490 osób. Oczywiście nie obeszło się bez tortur, w tym gwałtów zarówno na kobietach i mężczyznach. Kilkunastu więźniów złożyło skargi do prokuratury. 3 stycznia 2001 ministerstwo sprawiedliwości otwarcie podało liczby więźniów, którzy zaczęli kolejny protest: w 41 więzieniach 1118 osób było na strajku głodowym, lub śmiertelnym. Do końca kwietnia 2001 23 osoby zmarły na skutek śmierci głodowej, z czego 4 osoby na wolności.

Postępowanie prokuratorskie wobec nadużywających przemocy żołnierzy trwa. 13 lat. I nie zbliża się ku końcowi.

Więzienia typu „F” mają się dobrze i są w większości zamieszkane przez więźniów politycznych. Wprawdzie powinni tam też trafiać najgroźniejsi przestępcy, jednak trafiają tam głównie działacze lewicowi oskarżeni o członkostwo w organizacji terrorystycznej.

Operacja „Powrót do życia” była niemalże transmitowana na żywo, nie przebiła się jednak to szerszej świadomości społecznej. O faktycznym podłożu strajków wiedzą nieliczni, którzy mają w zwyczaju czytać nie mainstreamowi media. Pozostali nadal wierzą, że więźniowie jakimś cudem atakowali żołnierzy ostrzałem z karabinów maszynowych.

Co więcej, operacja jest też kolejnym przykładem absolutnej bezkarności państwa wobec obywateli, którzy nie mieszczą się w ramach uznawalnej wspólnoty. Państwo toczy otwartą wojnę z organizacjami lewicowymi i nie szczędzi ani środków ani wysiłków. Po raz kolejny widać, że wymiar sprawiedliwości służy tylko „zatwierdzonym” grupom społecznym o niekontrowersyjnych poglądach politycznych.


Wczoraj natomiast policja zaatakowała grupkę osób, które chciały oświadczeniem prasowym upamiętnić wydarzenia z 2000 roku.



Szczegółowe info nt. operacji znajduje się w raporcie HYD (Helsinki Yurttaşlar Derneği) http://www.hyd.org.tr/?pid=304#

Dobrą ilustracją tematu są też filmy: „Simurg” i „F-tipi”. Simurg opowiada historię kilku więźniów, którzy przeżyli strajki głodowe lat 90-tych i teraz borykają się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Z kolei „F-tipi” pokazuje losy kilku osób odizolowanych w jednoosobowych celach.